3 czerwca 2017

"Noc Kupały" - Katarzyna Berenika Miszczuk

Dla osób, które chcą uniknąć spojlerów - recenzja I tomu

Niedawno temu miała miejsce premiera „Żercy”. Niedługo będę się zabierać za czytanie trzeciej części i uświadomiłam sobie, że mam jeszcze zaległą recenzję do napisania. Także dzisiaj zapraszam do przeczytania kilku słów na temat „Nocy kupały”.


Po przeżyciu wydarzeń z pierwszej części, Gosi przybywa coraz więcej zmartwień. Zbliża się tytułowa Noc Kupały, podczas której młoda szeptucha ma znaleźć legendarny kwiat paproci. I zdecydować komu go odda. Niestety, ta decyzja nie należy do najłatwiejszych. O kwiat konkurują ze sobą Mieszko i słowiańscy bogowie. Gosia jest w dość trudnej sytuacji. Nie ważne komu odda kwiat, i tak może zginąć z ręki pozostałych.

Z bohaterami już zdążyłam się oswoić i przywiązać do nich. Największą sympatią darzę szeptuchę. Została w mojej ocenie najlepiej wykreowana. Gosia natomiast prawie w ogóle mnie nie irytowała, co wcześniej czasami się zdarzało. Z kolei Mieszko, to niestety bohater, do którego nie żywię zbytnio pozytywnych uczuć. Ale o tym za chwilę. Po za tym mam wrażenie, że w tym tomie autorka poświęciła więcej uwagi bóstwom i wprowadziła kilka nowych boskich postaci. Bardzo się cieszę z tego powodu i śmiało mogę powiedzieć, że podobał mi się sposób, w jaki bogowie zostali wykreowani. Aż ciśnie mi się na usta ten Riordan, którego tak uwielbiam. Myślę, że to coś w jego stylu.

Jak dla mnie wątek miłosny nie stanowi najmocniejszej strony tej książki. Może to przez Mieszka. Właściwie nie wiadomo, o co mu chodzi. Niby kocha Gosię, ale ma pełno tajemnic i chce umrzeć. Na sam koniec też zachował się dziwnie… Po za tym w tym tomie poznajemy dawną ukochaną Mieszka. Fakt, że Ote żyje był dla wszystkich ogromnym zaskoczeniem. W dodatku jest ona bardzo zazdrosna o Gosię. Niebezpieczeństwo ze strony Ote również stanowi ciekawy motyw, ponieważ koloryzuje trochę mniej interesujący wątek miłosny i dostarcza akcji.

Jeżeli chodzi o akcję, to mam wrażenie, że w tym tomie o wiele więcej się dzieje. Gosia zna już prawdę o swoim przeznaczeniu i czyha na nią coraz więcej niebezpieczeństw. Punkt kulminacyjny stanowi Noc Kupały. Akcja na końcu pędzi, a wydarzenia są obietnicą ciekawej lektury na przyszłość. 


Jak widać, jestem zadowolona, że dałam szansę polskiej autorce. Mam nadzieję, że kolejny tom będzie trzymał wysoki poziom. Uwielbiam klimat i słowiańskość tych książek. Już nie mogę się doczekać lektury. Jeżeli miałabym wystawić ocenę, byłoby to 8,5/10.
Share:
Continue Reading →

31 maja 2017

Podsumowanie maja 2017

Hej! Dzisiaj (a właściwie już od kilku dni) miała być recenzja kolejnej książki. Niestety, właśnie od tych kilku dni od rana do wieczora siedzę nad edytowaniem pracy magisterskiej. Szczerze mówiąc, nie mam już za bardzo ochoty na pisanie ;D Dlatego przychodzę dzisiaj z podsumowaniem miesiąca.

Jak na te wszystkie obowiązki maj wypadł bardzo zadowalająco i obiecująco na przyszłość. Udało mi się przeczytać 10 książek. Już od dawna nie osiągnęłam takiego wyniku. Mogę winić za to właściwie względy osobiste, o których nie będę się już tutaj rozpisywać. W każdym razie mam nadzieję, że przyszły miesiąc nie wypadnie dużo gorzej ;)


Przejdźmy zatem do listy przeczytanych książek:

Najdłuższa noc - Marek Bukowski, Maciej Dancewicz. Książka powstała na motywach serialu Belle epoque. Mam w planach napisanie recenzji, zarówno książki, jak i serialu, więc w tym momencie wstrzymam się od oceny.

Księżniczka, łajdak i chłopak z Tatooine - Alexandra Bracken. RECENZJA

Tatuaż z lilią - Ewa Seno. Książkę wypożyczyłam, ponieważ obiecałam sobie, że zacznę czytać więcej polskich autorów. Muszę przyznać, że książka nie wypadła tak tragicznie, pomimo kilku mankamentów. Recenzja pewnie też się pojawi.

Odmieniec i Krucjata - Philippa Gregory. Twórczość tej autorki od dawna chciałam poznać. Wybrałam tę serię, ponieważ podoba mi się tematyka inkwizycji, którą przerabiałam też przy okazji procesu karnego. I w dodatku uwielbiam powieści historyczne. Obie książki mnie nie porwały, ale czytało się przyjemnie. Kilka słów pojawi się na blogu.

Odblask czerwieni - Jeri Smith-Ready. RECENZJA

Misery - Stephen King. Po prostu MISTRZOSTWO ŚWIATA! Takiego Kinga właśnie ubóstwiam. Żałuję, że wcześniej nie zdecydowałam się na lekturę tej książki. Szczególnie, że ostatnia czytana przeze mnie książka Kinga trochę mnie zawiodła. Z przyjemnością napiszę recenzję ;)

Beta. Nowe pokolenie - Rachel Cohn. Po tę książkę sięgnęłam trochę z obowiązku. Pierwsza część mi się nawet podobała, ale przeczuwałam, że ta nie będzie taka dobra. I tak się właśnie stało. Zawiodłam się.

Książę mgły - Carlos Ruiz Zafón. Kolejny autor, którego planowałam poznać. Szczerze mówiąc, myślałam, że będzie to książka dla młodszych czytelników, ale o dziwo spodobał mi się jej klimat. Bardzo przyjemnie mi się ją czytało.

Czerwona królowa - Victoria Aveyard. Z wielką ulgą mogę stwierdzić, że mi się podobało. Zniechęciłam się do sięgnięcia po tę książkę z powodu negatywnych opinii. Ale z okazji premiery trzeciej części musiałam w końcu zapoznać się z tą historią. Recenzja ukaże się wkrótce.

Najlepsza książka miesiąca - Misery
Najgorsza książka miesiąca - Beta. Nowe pokolenie


Jak zwykle nie mam po co przedstawiać statystyk, bo niewiele się tu dzieje :D Myślę, że teraz już będę miała trochę więcej czasu i od jutra zacznę odwiedzać systematycznie Wasze blogi :)
Share:
Continue Reading →

25 maja 2017

Wariacje na temat tulipanów


Hej! Nie było mnie dłużej, niż planowałam. Wszystko za sprawą magisterki. Otóż nie lubimy się, niestety. Ona wysysa ze mnie wszystkie siły i magicznie zabiera czas. Czarodziejka normalnie... Ale myślę, że mogę powiedzieć, że to już definitywny koniec. Niektóre kosmetyczne poprawki zostały dokonane, ale pewnie promotorka i tak zdecyduje, że trzeba coś jeszcze zmodyfikować. Ale w najbliższym czasie mam wolne! <3
Jeśli tylko zdałam ostatni egzamin w mojej karierze studentki, a to był kosmos...
O zdjęciach nie ma co za bardzo opowiadać. Wszystko jak w tytule. I tak fotografia to tylko moje hobby, więc nie oczekuję nie wiadomo jakich rezultatów ;)













Share:
Continue Reading →

21 maja 2017

"Dziewczyna, która igrała z ogniem" i "Zamek z piasku, który runął" - Stieg Larsson

Dla osób chcących uniknąć spojlerów - RECENZJA I TOMU

Niestety, dzisiaj nie mam jak się zbytnio rozpisywać, ale chciałabym zaprosić Was na recenzję jednej z najlepszych serii kryminalnych, jakie do tej pory czytałam. Autorem tych książek jest Stieg Larsson, moim zdaniem pisarz genialny. Wielka szkoda, że nie zdążył napisać więcej, ale trzeba się cieszyć z tego, co jest.



Bardzo dobrze się złożyło, że piszę recenzję tych dwóch części za jednym zamachem. O ile pierwszy tom dotyczył jednej sprawy, te dwie książki są ze sobą ściśle związane. Opowiadają historię kolejnego morderstwa i nie tylko.

Mikael Blomkvist staje przed nowym wyzwaniem. W jego ręce trafia kolejny gorący temat. Dziennikarz postanawia zająć się sprawą przemytników, którzy szmuglują z Europy Wschodniej do Szwecji kobiety i wykorzystują je seksualnie. Przy śledztwie w tej sprawie pomagają mu kolega po fachu, Dag, od którego pochodzi informacja o tym procederze, oraz jego dziewczyna, Mia. Niedługo po rozpoczęciu ich prywatnego śledztwa zostaje popełniona krwawa zbrodnia, która potwierdza, że sprawa jest poważna. Temat zostaje rozdmuchany przez media i robi się z tego ogólnokrajowa sensacja. W dodatku osoby zajmujące się tą sprawą znajdują się w ogromnym niebezpieczeństwie, ponieważ we wszystko zamieszani są wysoko postawieni i wpływowi ludzie.

Stieg Larsson ma talent do kreowania bohaterów. Większość została nakreślona bardzo wyraziście. Jednak moją faworytką jest niezmiennie Lisbeth Salander. Dziewczyna ma dość specyficzny i ciężki charakter. Wydaje się wycofana i aspołeczna. Nie stroni od sarkazmu. A z drugiej strony jest niezwykle inteligentna. Podczas lektury lubiłam się z nią utożsamiać, ale to już z moich osobistych powodów. 

Lisbeth jest kluczową postacią w obu książkach. Na skutek pewnych wydarzeń zostaje związana z popełnioną zbrodnią i stanowi klucz do jej rozwiązania. Niestety autor utrudnił nam zadanie, spychając ją w cień. Przez większość czasu jej nie ma, a wydarzenia poznajemy z perspektywy Mikaela i śledczych. Potęguje to ciekawość, ponieważ żaden z bohaterów nie zna przebiegu wydarzeń i musimy rozwiązywać tajemnicę razem z nimi. Ponadto, oprócz wyjaśnienia kwestii morderstwa, zagłębiamy się także w mroczną przeszłość Lisbeth. 

Jedyne, co mogłabym zarzucić autorowi, to tendencja do zbyt rozwlekłego pisania. Czasami pojawiały się informacje zbędne z mojego punktu widzenia. Przykładem mogą być życiorysy postaci pobocznych. Składa się to na objętość tych książek. Ale nie ma co narzekać. Właściwie szkoda mi trochę, że to już koniec.


Nie mogę zrobić nic innego, jak tylko polecić twórczość Stiega Larssona. Autor potrafi świetnie budować napięcie i tworzyć nieprzewidywalne wątki. Według mnie najlepsza okazała się druga część. Wprost nie mogłam się oderwać od lektury.

Moja ocena:
Dziewczyna, która igrała z ogniem 10/10
Zamek z piasku, który runął 8/10
Share:
Continue Reading →

18 maja 2017

Live to Ride, Ride to Live

Hej! Dawno nie pisałam nic związanego z moimi innymi zainteresowaniami oprócz tych, które można podziwiać (lub nie) na blogu. Pomysł na ten post powstał przy okazji wpisu Zdjęcia motocyklowe. Jako pierwsze właśnie musiały się znaleźć tutaj ujęcia motocykli. Zajmują one szczególne miejsce w moim sercu :)


Może przede wszystkim powinnam opowiedzieć jak to się wszystko zaczęło i dlaczego w kręgu moich zainteresowań znalazły się motocykle. Otóż pierwszy motocykl, jaki w życiu widziałam z bliska należał do mojego dziadka. On sam już nie mógł jeździć, więc maszyna stała w garażu i się kurzyła. Pamiętam, że ledwo sięgałam wtedy do baku, ale za każdym razem, kiedy byłam u dziadka, szłam do garażu i patrzyłam na to cudo. Bo z niewyjaśnionych dotąd przyczyn ten stary motocykl budził we mnie fascynację. Można byłoby się spodziewać, że po przekroczeniu odpowiedniej granicy wieku, dostałam ten motocykl. Ale ta historyjka nie kończy się happy endem. Tę MZ-tkę 150 odziedziczyli moi kuzyni, którzy mieszkali z dziadkiem. 


Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, od zawsze pociągała mnie motoryzacja. Kiedy byłam dzieckiem, dużo podróżowaliśmy (o tym może też zrobię osobny wpis?). Mój tato jest zawodowym kierowcą i za młodu też jeździł motocyklem. Właściwie kiedy miałam 8-9 lat nauczyłam się zmieniać biegi i prowadzić kosiarkę-traktorek. To był mój pierwszy pojazd :D Jednak wtedy przez myśl mi nie przeszło, że będę jeździć jednośladem.

Pierwszy skuter dostałam w wieku 12 lat. W ogóle nie spodziewałam się, że otrzymam taki prezent. Moją niespodzianką okazał się czerwony Peugeot SV 50 w kształcie bardzo retro, jak dla takiego małolata ;) Ale cieszyłam się ogromnie. W tamtych czasach skutery i motocykle nie były jeszcze takie modne. Natomiast z uśmiechem wspominam, jak uczyłam się jeździć. Z początku nie mogłam wyczuć gazu i zryłam nogami całe podwórko, zanim powoli opanowałam manetkę :D Kiedy wszystko było już w porządku, z niecierpliwością czekałam na wyrobienie karty motorowerowej. Po jej uzyskaniu zaczęła się jazda ulicą i inne przygody. Na czerwonym miałam dwa poważne wypadki i to oba na polnej drodze. Raz poleciał na bok i przygniótł mi kolano, a za drugim razem zrobiłam całkiem niezłe salto w przód. Szkoda, że nie było wtedy smartfonów, bo ta cała sytuacja pewnie zostałaby uwieczniona. W każdym razie do tej pory mam lekko skrzywioną miednicę i parę blizn na nogach, ale w żadnym wypadku nie mogłabym przez to porzucić swojej pasji.


Prawdziwa obsesja na punkcie motocykli zaczęła się w gimnazjum. W tym czasie zmieniłam starą SV-kę na Peugeota Speedfighta II, który wyglądał super jak na tamte czasy. W dodatku wraz z fascynacją muzyką rockową przyszła kolej na choppera. Od tamtej pory choppery to miłość mojego życia. Nigdy nie miałam motocykla innego typu. W każdym razie dostałam Hondę Rebel 125 i niedługo później, w wielu 16 lat, zrobiłam prawo jazdy kategorii A1. To było już coś. Ale jednak jazda „poważniejszym” motocyklem nadal była moim największym marzeniem. A tak w ogóle od tej Rebelki pochodzi mój nick. Już zawsze będzie dla mnie szczególnym motocyklem, bo tym pierwszym :)

Później przyszedł czas na Hondę Shadow 125. Było to coś lepszego od Hondy Rebel, ponieważ miało cylindry w układzie „V” (Rebel miała rzędowe), a poza tym miało większą moc i było chłodzone cieczą. Shadow’em pojeździłam sobie trochę dłużej, aż do moich wymarzonych 22 urodzin. Kiedyś była to granica wieku wymagana do prawa jazdy kategorii A. Urodziny obchodzę w styczniu i mniej więcej w tym czasie motocykl poszedł do kupca. Ale czekała mnie kolejna niespodzianka, tym razem gorzka do przełknięcia. Granicę wieku na prawo jazdy przesunęli do 24 lat. I tak na prawie dwa lata zostałam bez żadnego jednośladu. 


Jakiś czas przed rozpoczęciem kursu mogłam sobie pozwolić na zakup motocykla. Ze względu na niską cenę wybór padł na Yamahę Virago 125. Nie wspominam dobrze tego motocykla, ale przynajmniej dzięki niemu znowu się rozjeździłam. W zeszłym roku zdałam w końcu to moje upragnione prawo jazdy i jestem szczęśliwą posiadaczką Suzuki Intrudera 800. Teraz to już jest całkiem inna jazda. W ogóle jazda motocyklem jest dla mnie niesamowitym przeżyciem za każdym razem :) Zanim jeszcze wsiądę na motocykl, już odczuwam przypływ adrenaliny i wszechogarniające szczęście. To uczucie jest cudowne!


Tak wygląda moja historia. Jeśli ktoś przeczytał całość, to szacun. Przepraszam za taki nudny post i obiecuję, że podobne będą dodawane rzadko :) Chciałam zrobić pewne wprowadzenie, na wypadek, gdybym mogła wrzucić kiedyś jakąś fotorelację ze zlotu motocyklowego :) A najbardziej ze wszystkiego, chciałabym móc napisać, że jutro jadę po Harleya. Ale niestety muszę sobie na niego zapracować i to ciężko. Jak już przejadę się Harleyem, to spokojnie mogę umrzeć :D 
Share:
Continue Reading →