30 października 2016

Happy Halloween! [2016]


Cześć! Pomyślałam, że skoro obchodzę Halloween, napiszę o tym post. Na 1 listopada też już mam zaplanowany wpis, ale zobaczymy, czy uda mi się go opublikować. Nie jestem pewna, czy będę miała dość czasu. Powoli zabieram się za tę nieszczęsną pracę magisterską i ucieka mi przez to dość dużo cennych godzin. 





Wracając do tematu - uwielbiam Halloween od dziecka! Przy okazji pisania recenzji "Szeptuchy" przyznałam, że ciekawią mnie różne starodawne zwyczaje i wierzenia. Z tego, co pamiętam, to święto wywodzi się z celtyckiego Samhain. Wtedy wierzono, że granica między światem żywych i umarłych zaciera się. Gdzieś czytałam, że palono w tę noc światełka, żeby wskazać duszom drogę. 

Jak ja obchodzę Halloween? Raczej niezbyt hucznie, chociaż nie przeszkadza mi to. W tym czasie coraz popularniejsze są imprezy przebierane, ale ja zostaję w domu. Co roku obowiązkowo kupuję dużą dynię i w halloweenowy poranek wycinam w niej potworną twarz. Dzięki dyni dzieci zbierające cukierki wiedzą, że u mnie w domu dostaną coś słodkiego. Z przykrością muszę stwierdzić, że od kilku lat chodzi ich coraz mniej (właśnie znalazłam pierwszą wadę mieszkania na wsi). Na wieczór przygotowuję z mamą straszne przekąski. W Internecie roi się od przepisów na Halloween, aż trudno się zdecydować, co przyrządzić. Często na moim stole pojawiają się faszerowane jajka, parówki w cieście francuskim, jakieś ciasto i koktajl, a wszystko to oczywiście odpowiednio przybrane. Kiedy kolacja jest gotowa, siadamy przed telewizorem i oglądamy horrory. I to tyle. Nic szczególnego, ale mnie bardzo cieszy.




Ułożyłam jeszcze specjalnie na tę okazję krótką listę książek, które kojarzą mi się z Halloween:

1. "Lśnienie", "Miasteczko Salem", "Carrie" Stephena Kinga. Tutaj nie trzeba nic tłumaczyć ;) Znalazłoby się wiele innych jego książek, ale te akurat czytałam.

2. "Wypowiedz jej imię" Jamesa Dawsona. Książka, którą kupiłam na wyprzedaży, żeby mieć co poczytać w pociągu. A jak mnie zaskoczyła! Bardzo dobry horror dla młodzieży. W kilku komentach się bałam.

3. "Egzorcysta" Williama Petera Blatty'ego. Klasyka. Może mnie nie przeraziła, ale czułam ciarki po plecach. Szczególnie, że takie rzeczy dzieją się w rzeczywistości.

4. Cykl "Engelsfors" Mats Strandberg i Sary Bergmark Elfgren. Opowieść o czarownicach z małego miasteczka. To nie jest horror, ale kojarzy mi się z Halloween.

5. Z tego samego powodu, co wyżej, polecam książki Cate Tiernan.

6. "Oni" Olgi Haber. Może stwierdzenie, że polecam tę książkę, to przesada. Nie była wcale taka super, ale akurat przyszła mi do głowy. I zakończenie było mocne ;D

7. "Cienie w mroku" mojej ulubionej Michelle Paver. Zdecydowanie się bałam podczas czytania tej książki. 

8. Cykl "Nevermore" Kelly Creagh. Opowieść wpisuje się w tematykę Halloween, ponieważ jest dość mroczna. Autorka inspirowała się także twórczością Edgara Allana Poego.

9. Cykl "Harper Connelly" Charlaine Harris. Właściwie to książka zawierająca wątek kryminalny i paranormalny. Główna bohaterka posiada szósty zmysł, dzięki któremu potrafi wyczuwać zmarłych. "Czystej krwi" nie znoszę, ale ta seria bardzo się udała pani Harris.




Muszę już kończyć. Życzę wesołego Halloween :) Jeśli ktoś z Was także świętuje w ten wieczór, zapraszam do pozostawiania ciekawych propozycji na spędzenie tego czasu :)
Share:
Continue Reading →

27 października 2016

"Szeptucha" - Katarzyna Berenika Miszczuk


Chociaż zazwyczaj sceptycznie podchodzę do książek polskich autorów, ta pozycja zwróciła moją szczególną uwagę. Spodobał mi się bardzo pomysł pani Miszczuk. No bo wyobraźcie sobie, co byłoby, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu? Osobiście czasami się nad tym zastanawiałam, ale byłam ciekawa, jak autorka poradziła sobie z tą tematyką.


Książka rozpoczyna się w momencie, w którym główna bohaterka, Gosława Brzózka, kończy studia medyczne. Jednak zanim zostanie lekarzem, musi odbyć obowiązkową roczną praktykę u szeptuchy. Szeptuchy są czymś w rodzaju lekarzy rodzinnych - pacjenci najpierw trafiają do nich, a po zdiagnozowaniu ewentualnie do szpitala. Gosia okropnie nie chce wyjeżdżać na wieś, jednak wie, że to konieczność. W końcu dziewczyna za namową matki i najlepszej przyjaciółki Sławy postanawia odbyć praktykę w małej wsi Bieliny w pobliżu Gór Świętokrzyskich. Na pewno wiecie, jak ludzie mieszkający na wsi potrafią być przesądni. Tak też jest w książce. Jedynie Gosia nie wierzy w żadne słowiańskie zabobony i bóstwa. W dodatku nie cierpi przyrody i panicznie boi się kleszczy. Jej hipochondria wprowadza pewien element humorystyczny, przynajmniej dla mnie. Szczególnie, że dobrze znam takie lęki z autopsji.

Muszę przyznać, że jak na polską książkę, ta zaskoczyła mnie bardzo pozytywnie. Styl pisania autorki przypadł mi do gustu, tak samo zresztą jak oryginalny pomysł na fabułę. Interesują mnie wszelkie mitologie dawnych ludów, w tym oczywiście Słowian. To, co najbardziej podoba mi się w takich wierzeniach, to szacunek dla natury i istot żywych (jak na przykład u Indian). Chociaż niektóre słowiańskie wierzenia są trochę makabryczne, jak dla mnie scenariusz wymyślony przez autorkę mógłby być rzeczywistością. W przeciwieństwie do Gosi, chciałabym zostać szeptuchą :D

Najsłabszym elementem tej książki jest chyba kreacja postaci. Oprócz szeptuchy, która niestety została przedstawiona jako kobieta biznesu, nikt nie zwrócił mojej szczególnej uwagi. Co za tym idzie, wątek miłosny wypadł dla mnie trochę mdło. Nie poczułam niczego do najprzystojniejszego mężczyzny, jakiego Gosia widziała w swoim życiu. Mieszko był jakiś taki nijaki, mimo że od początku było wiadomo, że skrywa jakiś sekret. Powinien więc mnie bardziej zaintrygować.

Jeśli chodzi o ilość akcji, to znalazło się jej najwięcej przy końcu opowieści. W trakcie, mimo że niewiele się działo, to ciekawiły mnie opisy wierzeń słowiańskich i praktyki w zawodzie szeptuchy. Ogromny plus stanowi także wprowadzenie do historii wątków fantastycznych, czyli demonów, boginek i bóstw z panteonu słowiańskiego. Może sposób przedstawienia przez autorkę istot nadnaturalnych spodobał mi się tak bardzo, ponieważ kojarzył mi się z Riordanem? Oczywiście zabrakło tu poczucia humoru na poziomie tego pana, ale i tak wypadło dobrze. W końcu cały czas pamiętam, że mam przed sobą książkę polskiej autorki!

Sięgnięcie po tę książkę zdecydowanie było dobrym pomysłem. Cieszę się, że zignorowałam swoje uprzedzenia. Z pewnością przeczytam także drugą część „Szeptuchy”. Książkę polecam osobom lubiącym fantastykę.


Moja ocena: 8/10
Share:
Continue Reading →

24 października 2016

Koło Skały same skały :)

Hej! Dawno nie dodawałam żadnych zdjęć. Jakoś ponad tydzień temu miałam okazję przejeżdżać koło Ojcowskiego Parku Narodowego. Szkoda, że nie miałam czasu na zwiedzanie, ale udało się właśnie pstryknąć parę ujęć. Tematem przewodnim są, jak widać, formacje skalne. Bardzo mi się podobają. Ja mam blisko do Gór Stołowych, które są całkiem inne od tych. Już kiedyś odwiedziłam Maczugę Herkulesa, ale byłam wtedy dzieckiem i mało pamiętałam. Cieszę się, że mogłam odświeżyć wspomnienia :) Jeszcze kiedyś uda mi się pojechać w to miejsce na dłużej. W zdjęciach postawiłam na mocne kolorki. Widać, że drzewa zaczynają już nabierać jesiennych barw. Fotki wyszłyby ładniejsze, gdybym pojechała w tym tygodniu, ale nie ma co żałować :)




































Zdjęć wyszło więcej, niż zwykle, ale już nie chciałam dzielić tego na dwa osobne posty. Miłego dnia życzę! :)
Share:
Continue Reading →

21 października 2016

"Idealna chemia" - Simone Elkeles


Kiedy przez przypadek natknęłam się na tę książkę w czeluściach Internetu, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. Opisy obiecują nam powieść bestsellerowej autorki - romans wszech czasów na miarę współczesnych Romea i Julii. Byłam bardzo ciekawa, czy "Idealna chemia" zasługuje na te wszystkie zachwyty. Zapraszam na recenzję.

Jak dla mnie, oprócz namiętnego romansu, książka porusza inne ważne tematy. Zauważyłam, że to opowieść o różnicach społecznych oraz przywiązywaniu wagi do reputacji i wizerunku. No właśnie, ludzie różnie do tego podchodzą. Dla niektórych jest to tak ważne, jak dla bohaterów książki. Dla pozostałych, w tym mnie, nie ma to aż takiego znaczenia. Ta historia przypomniała mi też o tym, że do każdej warstwy społecznej należą wartościowi ludzie. Również złościłam się bardzo przez te całe podziały na bogatych i biednych, jakby to było najważniejsze w życiu. Ale dość dygresji.

Brittany reprezentuje lepszą część miasta i liceum Fairfields. Jest piękna, bogata i biała. Na pierwszy rzut oka wiedzie idealne życie. Na szczęście dziewczyna nie wpisywała się w schemat typowej płytkiej bogaczki, bo w przeciwnym razie chyba bym odłożyła książkę (delikatnie mówiąc). Jak każdy z nas, Brittany ma swoje problemy, jednak ukryte przed światem. Muszę przyznać, że było mi jej trochę żal podczas czytania, ale też podziwiałam ją w niektórych sytuacjach. Nie zaliczam do nich jednak usilnego dopasowywania się do otoczenia i dbania o swój nienaganny wizerunek.

Po drugiej stronie barykady mamy Alexa - Meksykanina i członka gangu Latynoska Krew. Chłopak ma reputację chuligana, ale jak się pewnie domyślacie, nie jest to do końca prawdą. Trochę mi się już nazbierało tych książkowych mężów, ale chyba bym mogła dopisać do listy Alexa. Moje serce ma słabość do takich badboyów na motocyklach, chociaż rozum jest bardziej rozsądny. W każdym razie już ze względu na niego przyjemnie mi się czytało tę książkę. 

Brittany i Alex zostają na siebie skazani. A to za sprawą projektu z chemii, który mają razem wykonać. Oczywiście muszą skonfrontować swoje uczucia z resztą świata. Lubię, kiedy bohaterowie udają, że się nienawidzą, ale tak naprawdę coś ich do siebie przyciąga. 
Jeśli chodzi o bardziej techniczne sprawy, podobał mi się styl pisania autorki, dialogi oraz wprowadzenie do nich wstawek z języka hiszpańskiego. Czasami sobie wyobrażałam, jak Alex mówi w swoim ojczystym języku i, no cóż, to też mi się podobało. Chociaż jest dziwne.

Chyba jedyne, do czego mogę się przyczepić, to fakt, że autorka poświeciła mało miejsca wątkowi gangu. Chętnie bym poczytała więcej o Latynoskiej Krwi, ponieważ interesuję się gangami motocyklowymi. Mogłoby to wprowadzić do fabuły napięcie i większą ilość akcji.

Z całego serca mogę polecić tę książkę. Podczas czytania odczuwałam emocje, co oznacza, że był to dobry romans. Może nie taki zachwycający jak obiecują te opisy, które przytoczyłam na początku, ale przypadł mi bardzo do gustu. Także jeśli jeszcze nie czytaliście "Idealnej chemii", to zróbcie to. Koniecznie.

Moja ocena: 9/10
Share:
Continue Reading →

19 października 2016

Książki z biblioteki #4



Hej! Zaplanowałam sobie na dzisiaj coś innego, ale niestety muszę przygotować coś na szybko. Mój kot zaginął w poniedziałek i bardzo się o niego martwię. Nie jestem teraz w stanie obrabiać zdjęć. Także zapraszam na "zapchajdziurę", czyli jakich recenzji można się spodziewać w najbliższym czasie na moim blogu. W tym tygodniu wypożyczyłam:



"Szeptuchę" Katarzyny Bereniki Miszczuk. Książka już dawno mnie intrygowała, więc bardzo ucieszyłam się, widząc ją na bibliotecznej półce. Opowiada ona o alternatywnej wersji historii Polski. Odpowiada na pytanie, co mogłoby się wydarzyć, gdyby Mieszko I nie przyjął chrztu. Podejrzewam, że znajdą się tutaj elementy fantastyki, ponieważ znalazłam na okładce wzmiankę o słowiańskich bogach. Jak dla mnie super, uwielbiam wszelkiego rodzaju mitologię oraz wierzenia, także słowiańskie. Nie czytałam jeszcze żadnej książki pani Miszczuk, ale mam nadzieję, że się nie zawiodę. Mam jakoś niechęć do polskich autorów, ale w tym przypadku opis bardzo mnie zachęcił. Uważam, że to świetny pomysł na książkę.

I w końcu "Grę o tron" George'a R.R. Martina. Ta książka chodzi za mną już baaardzo długo. Chcę także obejrzeć serial, ale wiadomo - najpierw książka. Nie mogłabym stwierdzić, że interesuję się fantastyką, gdybym przeszła obojętnie obok tej pozycji. I tak już mi wstyd, że do tej pory nie czytałam "Władcy pierścieni". W każdym razie "Gra o tron" zapowiada się jako niezły kawałek fantastyki. Póki co, nie wiem, o co będzie tu dokładnie chodziło, oprócz walki o władzę. Ale niedługo się dowiem ;] Poza tym, pewnie nie muszę ani książki, ani autora przedstawiać. 

Przepraszam za zdjęcie kiepskiej jakości.


 



Chciałabym napisać o czymś więcej, ale niestety muszę już kończyć. Jutro także wybieram się do biblioteki, niestety nie dla przyjemności. Muszę szukać materiałów do pracy magisterskiej. No, zaczyna się. Mam tylko nadzieję, że to wszystko nie przeszkodzi mi w prowadzeniu bloga. Oczywiście nie będę tu pisać recenzji książek prawniczych ;) Postaram się nadal znaleźć czas na czytanie czegoś przyjemnego. 
Trzymam też kciuki za bezpieczny powrót mojego kota. Miłego wieczoru.



Share:
Continue Reading →

16 października 2016

"Panika" - Lauren Oliver



"Wyobraź sobie senne, pogrążone w beznadziei miasteczko.
Wyobraź sobie dziewczynę, która nie wierzy, że może ją spotkać coś dobrego.
Wyobraź sobie grę, w której każdy musi podjąć śmiertelne ryzyko, by wygrać wielką nagrodę - przepustkę do lepszego życia." 


"Panika" to już druga książka autorstwa pani Lauren Oliver, którą miałam okazję czytać. Z ulgą stwierdzam, że okazała się lepsza od "7 razy dziś". Natomiast trylogia "Delirium" już od dawna czeka u mnie na półce i nie mogę się przemóc, żeby po nią sięgnąć. Teraz może się to zmieni. Ale przejdźmy do fabuły. Jak to zwykle ja, wszędzie widzę fantastykę. W żadnej opinii nie doczytałam, że będzie inaczej. Tutaj nie dopatrzyłam się wątków paranormalnych. Moim zdaniem działa to na korzyść książki. Może potrzebowałam poczytać o czymś bardziej realistycznym.

Akcja książki toczy się w Carp - małym amerykańskim miasteczku. Gra w Panikę to już w tym miejscu tradycja i do tego nielegalna. W Panice ucierpiało już wiele osób, ponieważ polega ona na stawianiu czoła śmiertelnym niebezpieczeństwom i swoim największym lękom. Jednak ryzyko może okazać się opłacalne, bo główna nagroda wynosi kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Dlatego do udziału w grze zgłasza się wielu ochotników. Nad przebiegiem rozgrywki czuwają sędziowie. Wymyślają oni zadania oraz decydują, kto przechodzi dalej, a kogo  zdyskwalifikować. Ich tożsamość jest jednak tajemnicą. Ogólnie Panika kojarzyła mi się z "Nieustraszonymi" (nie wiem, czy dobrze pamiętam tytuł) - programem, który leciał już dawno temu w telewizji.

Nigdzie nie było wyjaśnione, że historia zostanie przedstawiona z dwóch perspektyw. Z tyłu okładki jest mowa tylko o dziewczynie, więc nie spodziewałam się drugiego narratora. Nie będę się o nich zbytnio rozpisywać, ponieważ ich prywatne życie stanowi istotny element książki i na pewno wkradłyby się jakieś spojlery. Oboje mają także swoje problemy i inne powody przystąpienia do gry. Tak więc główną bohaterką powieści jest Heather, która zdecydowała się na udział w Panice z desperacji, ponieważ zostawił ją chłopak i odszedł do innej. Heather nigdy nie pochwalała osób biorących w tym udziału, a tu proszę. Natomiast głównym bohaterem jest Dodge, którym kieruje chyba najbardziej chęć zemsty. Muszę przyznać, że czytanie opowieści z obu punktów widzenia sprawiło mi przyjemność. Oczywiście bardziej utożsamiałam się z Heather, także w tych momentach, w których użalała się trochę nad sobą.

Dla mnie ważnym elementem książki jest trzymająca w napięciu akcja. Pod tym kątem "Panika" wypadła całkiem dobrze. Sceny konkurencji zostały napisane według mnie dobrze. Nie mogłam się od nich oderwać. Szkoda tylko, że były takie krótkie. Tutaj muszę zmartwić osoby chcące mocnych wrażeń. Podczas czytania cały czas wydawało mi się, że Panika i wątki miłosne stanowią tło dla problemów osobistych bohaterów. Momentami myślałam, że trzymam w rękach obyczajówkę. Ale interesującą obyczajówkę, muszę przyznać.

Na koniec chciałabym polecić książkę fanom młodzieżówek zawierających szczyptę akcji. Spotkanie z "Paniką" mogę spokojnie zaliczyć do udanych.

Moja ocena: 7/10
Share:
Continue Reading →

12 października 2016

"Nieskończoność" - H. J. Rahlens



Jakiś czas temu w księgarni moją uwagę zwróciła "Nieskończoność" autorstwa H. J. Rahlens. Najpierw rzuciła mi się w oczy ładna okładka przedstawiająca dłonie trzymające buteleczkę. Jak się później okazało był to flakon perfum o nazwie identycznej jak tytuł książki, a perfumy te odegrały dość ważną rolę w tej historii. Następnie zainteresował mnie opis z tyłu okładki, a ponieważ książka należy do serii "Poza czasem", wiedziałam, że znajdę w niej motyw podróży w czasie. Czy moja intuicja mnie nie zawiodła? Zapraszam do przeczytania recenzji.



Opowieść poznajemy głównie z perspektywy Finna Nordstroma, który żyje na Ziemi w roku 2264 i ma dwadzieścia sześć lat. Z zawodu jest historykiem i zajmuje się tłumaczeniem martwego języka niemieckiego. Pewnego dnia dostaje dość nietypowe zlecenie. Ma przetłumaczyć znaleziony pamiętnik trzynastolatki z XXI wieku.

Pamiętnik dziewczynki jest tak intrygujący, ponieważ świat, który znamy z dzisiejszych czasów już nie istnieje. Wszystko wygląda inaczej. Wiele osób zginęło, bo Ziemię nawiedziła Mroczna Zima i (z tego, co pamiętam) Wielka Pożoga. Jednak ci, którzy przeżyli stworzyli społeczeństwo nie tylko niezwykle zaawansowane technologicznie, ale także bardzo powściągliwe. Już od małego uczy się dzieci, aby nie wyrażały swoich emocji. Nieznane jest pojęcie miłości. Życiowych partnerów wybiera się raczej z rozsądku i przede wszystkim tak, aby mieć jak największe szanse na rozmnożenie i ponowne zaludnienie świata. Ludzie nie używają także pierwszej osoby liczny pojedynczej, co jest wyrazem nadrzędności ogółu nad jednostką. Muszę przyznać, że z początku miałam problem z czytaniem takich wypowiedzi i zastanawiałam się, o kim mówią bohaterowie, używając zwrotów "ten historyk..." albo "ten tłumacz". Później się zorientowałam, że mówią o sobie.

Zanim przejdę do ostatecznego werdyktu, wymienię to, co mi się w tej książce podobało. Niewątpliwie spodobał mi się pomysł czytania pamiętnika przez głównego bohatera. Zawsze lubiłam sięgać po powieści epistolarne. Oczywiście pamiętnik to nie to samo, co list, ale czyta się go podobnie. Możemy dzięki temu poznać trochę lepiej jego właścicielkę, która także odegra kluczową rolę w tej opowieści. Oprócz tego zainteresowały mnie tajemnice dotyczące Finna i uknuta przez autorkę intryga. Do końca tak naprawdę nie spodziewałam się, jaki ma sens podejmowanie niektórych działań przez bohaterów - że się tak enigmatycznie wyrażę.

Przez większość czasu akcja toczy się w XXIII wieku. Jednak mimo tak wielkiego zaawansowania technologicznego wizja takiej przyszłości niezbyt przypadła mi do gustu. Zwykłe dla nas rzeczy zostały opisane w niezwykły sposób. Ucieszyłam się, że mam swoje trampki, których ludzie w stuleciu Finna nie znali (albo nie będą znali). Tak, czarne trampki to moje podstawowe obuwie. Nie zamieniłabym ich nawet na robota - sprzątaczkę. 

Najpoważniejszym zarzutem stawianym przeze mnie tej książce jest brak akcji. Rozumiem, że czytanie pamiętnika to ważny element tej opowieści, ale nie zaszkodziłoby gdyby na bohaterów czekały różne niebezpieczeństwa. Najsłabszy był chyba wstęp. Z trudem udało mi się zagłębić w historię, ponieważ nic nie zostało wyjaśnione, a jednak świat wykreowany przez autorkę okazał się skomplikowany. Książka zaczęła mi się jawić jako prawdziwa nieskończoność. Ale później jakoś poszło dalej. Muszę przyznać, że nie zżyłam się także z postaciami. Były takie mało wyraziste, może przez to, jak wychowywało się dzieci w XXIII wieku. Ale z drugiej strony Eliana też wydała mi się trochę płaską postacią, więc może pani Rahlens tak już tworzy swoich bohaterów.

Zakończenie będzie krótkie, bo już za dużo się rozpisałam. Spodziewałam się po "Nieskończoności" czegoś lepszego. Niestety, moja intuicja mnie zawiodła. Przede wszystkim nie podobało mi się, że w książce tak mało się działo, a momentami wiało nudą. Tak poza tym jest to dość przyjemne czytadło.

Moja ocena: 6/10
Share:
Continue Reading →

10 października 2016

Dlaczego założyłam bloga?




Wczoraj minęły 2 miesiące od momentu założenia przeze mnie bloga. Wahałam się trochę, czy napisać posta o takiej tematyce, ale w końcu się zdecydowałam. Nie chcę, żeby znajdowały się tutaj tylko suche notatki dotyczące książek. Między innymi dlatego zaczęłam dodawać zdjęcia i postanowiłam, że raz na jakiś czas napiszę też o czymś związanym z moim życiem prywatnym. Chcę tutaj pozostawić jakąś część siebie :)

Tak, to oznacza, że przez ten czas zaangażowałam się w prowadzenie bloga. Dla mnie samej jest to ogromnym zaskoczeniem. Dawno, dawno temu, kiedy miałam "naście" lat zakładałam blogi z opowiadaniami i swoimi rysunkami, ale żaden nie przetrwał. Myślę, że może brakowało mi samodyscypliny, żeby dodawać regularnie posty, albo szybko się nudziłam. Teraz jest inaczej. Może dojrzałam, a może polubiłam pisanie o książkach. W każdym razie decyzję o założeniu bloga podjęłam spontanicznie i byłam przygotowana na to, że zabraknie mi systematyczności. 

Może napiszę kilka słów o powodach mojej decyzji. Oto one:

W tym roku kończę studia i będę musiała już niedługo zabrać się za pisanie pracy magisterskiej. Problemem było dla mnie to, iż od kilku lat nie piszę już wypracowań. Wobec tego potrzebowałam poćwiczyć pisanie, a skoro uwielbiam czytać książki, zrodził się w mojej głowie pomysł założenia bloga z recenzjami, dzięki któremu mogłabym się "rozpisać". To był główny powód utworzenia mojego własnego kącika w blogosferze.

Kolejnym powodem była chęć czytania większej ilości książek. Zawsze dużo czytałam, ale ostatni rok wypadł słabo pod tym względem. Miałam problemy zdrowotne i borykałam się (a właściwie nadal borykam) ze stratą bliskiej osoby. To wszystko wpłynęło na moje czytelnicze statystyki. Jednak z przyjemnością zauważyłam, że po założeniu bloga mam ochotę czytać. Mam nadzieję, że to się już nie zmieni i blog będzie mi dawał coraz więcej radości.

Tak jak pisałam wcześniej - blog pomaga mi ćwiczyć systematyczność, co będzie dla mnie bardzo ważne w przyszłości, w mojej karierze zawodowej. Generalnie jestem osobą zdyscyplinowaną - zodiakalnym koziorożcem, co wszystko tłumaczy. Uznałam jednak, że nie zaszkodzi mi jeszcze bardziej się nad sobą poznęcać :D 

Ostatni powód, chociaż nie mniej ważny od pozostałych, to możliwość twórczego spełniania się. Jestem prawdziwą duszą artystyczną. Uwielbiam rysować, śpiewać, robić zdjęcia. Niestety, kierunek studiów nie pozostawia mi wiele czasu na moje pasje, ale myślę, że na potrzeby bloga będę się mobilizować, aby coś tworzyć. Nie ważne, czy to będzie tekst, zdjęcie lub rysunek. Ważne, żeby robić to, co się kocha :)

I to by było na tyle :) Dziękuję wszystkim tym, którym chciało się to czytać i dobrnęli do końca.
Share:
Continue Reading →

7 października 2016

Wspomnienie lata


Hej! Szukając zdjęć do dzisiejszego wpisu, zdecydowałam się akurat na te. Tak jak w tytule, przypominają mi o lecie, które odeszło. Ostatnio pogoda nas nie rozpieszcza, ciągle pada deszcz i zaczyna być naprawdę zimno. Dziwne, bo jak byłam młodsza, to uwielbiałam zimę. Ale z drugiej strony, zimy też były wtedy inne, takie prawdziwe ze śniegiem. Miejsce ze zdjęć znajduje się bardzo niedaleko mojego domu. Jak sobie pomyślę, że teraz tam pójdę i będzie tam tylko ponuro i szaro, to aż ciężko na sercu. Taki jesienny nastrój chyba mnie dopadł :D 































Miłego wieczorku życzę ;)
Share:
Continue Reading →

5 października 2016

"Niebezpieczne kłamstwa" - Becca Fitzpatrick


Dzisiaj postanowiłam zrecenzować jedną z książek, które ostatnio wypożyczyłam w bibliotece. To nie jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Pani Fitzpatrick. Jej cykl "Szeptem" nie porwał mnie jakoś zbytnio, więc nie miałam co do "Niebezpiecznych kłamstw" wielkich wymagań. I bardzo miło się zaskoczyłam. Może zbyt miło, aby nie napisać obiektywnej recenzji. Ale o tym za chwilę.

Główną bohaterką powieści jest siedemnastolatka, która miała ogromnego pecha być świadkiem morderstwa. Ponieważ decyduje się w tej sprawie zeznawać, zostaje objęta programem ochrony świadków. Dziewczyna dostaje nową tożsamość. Od tej pory nazywa się Stella Gordon. Musi się całkowicie odciąć od swojego starego życia, nawet od swojego chłopaka. Zostaje wysłana do Thunder Basin w Nebrasce, aby rozpocząć wszystko od nowa.

W tym momencie mogę przedstawić pierwszy powód swojej całkowitej subiektywności. Otóż Stella bardzo denerwowała się zaistniałą sytuacją, co jest zrozumiałe, ale dostała nowe życie, o jakim ja mogłabym tylko pomarzyć. Dlatego książkę czytało mi się jednocześnie przyjemnie i przykro. Co ja bym dała, żeby zamieszkać na jakimś ranczu w Thunder Basin... Na pewno nie zachowywałabym się jak Stella, tylko skakała z radości. Ale oczywiście nie jest to tematem tego posta, więc wracam do recenzowania.

Z opisu na okładce książki dowiadujemy się, że Stella pozna kogoś w nowym miejscu pobytu. Żeby zbytnio nie spojlerować - ten KTOŚ jest, przynajmniej dla mnie, tak idealny, że nie może istnieć. Zaimponowała mi wrażliwość, opiekuńczość, odwaga i poczucie humoru tej postaci. Pomijam już wszelkie akcenty związane z kulturą amerykańską i country, bo inaczej musiałabym ogłosić, że jestem aż nazbyt zachwycona. Ok, wyszło bardzo chaotycznie. Może w skrócie: uwielbiam tę postać i na pewno jest wielkim atutem w powieści. O książkowym mężu już nie wspomnę.

W książce momentami brakuje akcji. Powiedzmy, że wątek kryminalny jest zepchnięty na dalszy tor, przynajmniej na początku. Fani mrożących krew w żyłach niebezpieczeństw, do których sama należę, mogą być tym faktem zawiedzeni. Jednak w moim przypadku klimat Thunder Basin tak mi się podobał, że kartki przewracały się niemal same. To dla mnie nietypowe, ale uwiodła mnie lekkość i ciepło tej opowieści. Musiałam sobie nawet dozować te przyjemności, żeby zbyt szybko nie skończyć książki.

Dużym plusem powieści były właśnie tytułowe niebezpieczne kłamstwa. Rzeczywiście autorka wplotła w fabułę wiele tajemnic. Dodatkowo cieszy fakt, że są one odkrywane stopniowo. Rozwiązanie niektórych wątków udało mi się przewidzieć, innych w ogóle się nie domyśliłam. Do tej drugiej kategorii należały tajemnice samej Stelli, które długo nie zostały wyjawione. Byłam ich najbardziej ciekawa, więc czytałam z niecierpliwością. 

Niestety, zauważyłam też kilka niedociągnięć. Przynajmniej jeden wątek pozostał otwarty i jakby niedopracowany, a ja bym chciała wiedzieć, jak się zakończył. Żeby nie było zbyt cukierkowo, mogę się również trochę przyczepić do zakończenia. Samo zakończenie było zbyt krótkie i szybkie. Autorka zajmowała się codziennym życiem Stelli, pozostawiając upragnioną akcję na sam koniec. I to właściwie najpoważniejsze zarzuty.

Na koniec muszę przyznać, że "Niebezpieczne kłamstwa" mnie pozytywnie zaskoczyły. To moje osobiste odczucia i nie każdy musi je podzielać, ale wcale się nie nudziłam podczas czytania, mimo że zabrakło w książce akcji. Poza tym kocham klimat małych amerykańskich miasteczek. Prawdopodobnie to też miało swój udział w mojej ocenie tej książki. Tak, czy inaczej, zachęcam do zapoznania się z tą pozycją, żeby wyrobić sobie o niej własne zdanie.

Moja ocena: 8/10
Share:
Continue Reading →

1 października 2016

Cykl "Wybrani" - C. J. Daugherty



"Gdy wszyscy wokół kłamią, komu zaufasz?" 

Zapraszam na recenzję cyklu "Wybrani", którego autorką jest C. J. Daugherty. Seria liczy sobie pięć tomów: "Wybrani", "Dziedzictwo", "Zagrożeni", "Zbuntowani" i "Niezłomni". Wydawałoby się, że o tylu częściach jest co pisać, ale mam z nimi pewien problem. Jednak o tym za chwilę.

Allie Sheridan mieszka w Londynie i jest nastolatką, która sprawia kłopoty. Jej starszy brat zaginął i pewnie stanowiło to jedną z przyczyn jej zachowania. W każdym razie jej sfrustrowani rodzice postanawiają wysłać dziewczynę do Akademii Cimmeria. Jest to szkoła z internatem położona daleko od miasta, do której uczęszcza młodzież z bogatych domów. W Cimmerii panuje dyscyplina i różne zasady, na przykład zakaz korzystania z nowoczesnej technologii, co oznacza, że uczniowie nie mogą posiadać urządzeń elektronicznych. Nawet komórek. Allie musi się jakoś odnaleźć w nowym miejscu. Odkrywa również tajemnice związane ze swoją osobą i dowiaduje się, że była okłamywana przez całe życie. Więcej tradycyjnie nie zdradzę.

Muszę przyznać, że sięgając po pierwszą część, byłam pewna, iż biorę do rąk fantastykę. Nie wiem, dlaczego ubzdurałam sobie, że Cimmeria okaże się szkołą dla istot nadprzyrodzonych, czyli wampirów lub wilkołaków. Akurat nie czytałam żadnej recenzji na temat tej książki. Jakież było moje zdziwienie, kiedy dotarłam do końca i okazało się, że nie zdarzyło się nic paranormalnego. Właściwie to dobrze, ponieważ pomysł autorki okazał się oryginalny, pomijając szkołę, jako miejsce akcji.

Już tłumaczę, dlaczego ocena tego cyklu przysporzyła mi tylu trudności. Otóż zauważyłam, że wszystkie części zostały oparte na pewnym schemacie. Na początku dostajemy dawkę akcji. Obiecujący początek, dzięki któremu liczymy na szybkie tempo prowadzenia opowieści. Jednak później większość książki jest po prostu nudna. Jak dla mnie nie dzieje się tam nic. Czasami kolejne rozdziały składają się z tego, że Allie cały czas gdzieś chodzi, kogoś spotyka i jest prowadzony dialog. Nudnawo wypadły też opisy treningów, ale nie powiem jakich dokładnie, żeby nie spojlerować. Ci, którzy czytali książki, wiedzą, o co chodzi. Przy końcu, kiedy już byłam maksymalnie znudzona lekturą i myślałam, że przez nią nie przebrnę, znowu zaczynało się dużo dziać. Akcja pędziła i nie mogłam się wprost oderwać od książki. Pierwszy raz chyba zdarzyło mi się czytać książkę, która była tak bardzo zróżnicowana pod tym względem. Stąd dylemat jak ocenić serię: czy brać pod uwagę nudne środki, czy bardzo ciekawe zakończenia?

Rzuciło mi się w oczy jeszcze kilka szczegółów, do których mogłabym się przyczepić. W "Wybranych" autorka wykreowała wiele postaci, jednak cała nasza uwaga skupia się na Allie, która momentami irytuje. Liczyłam na to, że pani Daugherty poprowadzi może więcej wątków związanych z postaciami drugoplanowymi. Tymczasem jeśli się jakieś pojawiały, to były chyba wprowadzane trochę na siłę. Dziwne dla mnie wydało się także narażanie zdrowia i życia nieletnich oraz fakt, że ciągle ktoś włamuje się na monitorowany teren szkoły i wszyscy nieustannie są tym zdziwieni. 

Pora na wątek miłosny. Niestety, niezbyt mi się podobał. Mamy tutaj do czynienia ze znienawidzonym przeze mnie trójkątem miłosnym. Z jednej strony jest Sylvain, uczeń, który przyjechał do Cimmerii na wymianę z Francji, a z drugiej Carter, zdystansowany do wszystkich chłopak i mój faworyt. Obaj oczywiście są nieprzyzwoicie przystojni i walczą o względy Allie. A skoro przy niej już jesteśmy, to nic nie działało mi tak na nerwy, jak jej niezdecydowanie. Za dużo czasu straciłam na jej miłosne rozterki. W tym czasie mogło się dziać w książkach wiele ciekawszych rzeczy.





Znowu mam wrażenie, że napisałam zbyt krytyczną recenzję. To nie jest tak, że odradzam sięgnięcie po "Wybranych". Po prostu seria ma swoje słabe strony, które chciałam podkreślić. Nadal uważam, że autorka miała fantastyczny pomysł, tylko mogła go troszeczkę lepiej zrealizować. Poza tym nie mogę się przyczepić do momentów, w których akcja pędziła na łeb, na szyję. Wtedy czytanie dostarczało mi mnóstwa frajdy. Najlepiej wypadła dla mnie czwarta część cyklu, czyli "Zbuntowani". W ogólnym rozrachunku całą serię polecam. Całość oceniłabym na 7/10.
Share:
Continue Reading →