28 grudnia 2016

"Miasto glin" - Karin Slaughter


Zapraszam na kolejną zaległą recenzję, tym razem „Miasta glin” autorstwa Karin Slaughter. Po książkę sięgnęłam właściwie aż z pięciu powodów: miałam ochotę na dobry kryminał, widziałam ją na którymś z blogów (recenzja była pozytywna), a na okładce również umiejscowiono bardzo zachęcające opinie. Ponadto nie znałam jeszcze tej autorki, a akcja książki toczy się w ukochanych przeze mnie latach 70-tych i to w Stanach Zjednoczonych. Czy mogłabym równie entuzjastycznie wypowiedzieć się o „Mieście glin”? O tym za chwilę.

Moje pierwsze rozczarowanie nastąpiło z chwilą zderzenia z latami 70-tymi, niby takimi fajnymi, szczególnie pod względem muzycznym. Chociaż te lata tak mnie fascynują, nie bardzo podobało mi się podejście do kobiet i mniejszości. Chociaż Atlanta, podobnie jak całe Stany, jest miejscem, w którym w tamtym okresie dokonuje się wiele przemian społecznych, obyczajowych i kulturowych, to i tak kobiety mają niewiele do powiedzenia. Co więcej, „kult macho” panujący na komisariacie był dla mnie przerażający. Nie mieści mi się w głowie, że tak traktowano kobiety i nowicjuszy, a każdemu uchodziło to na sucho.

Głównymi bohaterkami powieści są dwie kobiety pracujące w policji. Maggie Lawson została policjantką tak jak jej wuj i brat. Jestem jednak zszokowana, jak źle była traktowana i to przez mężczyzn z własnej rodziny. Generalnie najbardziej mnie to wkurzało. Na szczęście Maggie się nie poddawała i chciała udowodnić, że jest dobrą policjantką. Natomiast Kate Murphy wcale nie musiała pracować w tym zawodzie, ponieważ pochodziła z bogatej i dobrze usytuowanej rodziny. Młoda kobieta dużo przeszła w swoim życiu i to też miało wpływ na wybór kariery. Kate zmagała się nawet z jeszcze gorszym traktowaniem niż Maggie, ponieważ nie dość, że była kobietą, to jeszcze świeżo upieczoną policjantką.

Wątek kryminalny w książce dotyczy Strzelca. Grasuje on w Atlancie, osaczając policjantów na patrolu i zabijając ich strzałem w środek czoła. To właśnie dlatego, że giną stróże prawa, poszukiwania zabójcy są tak gorączkowe. Nasze bohaterki też chciałyby się przyczynić do jego złapania, jednak zostają odsunięte od poszukiwań. Niespodzianka: dlatego, że są tylko kobietami. Dobrze, że mamy do czynienia z paniami z charakterem, które na własną rękę próbują dorwać zabójcę.

Ten cały opis brzmi interesująco, jednak z przykrością muszę stwierdzić, że książka okazała się dla mnie rozczarowaniem. Bałam się nawet, że recenzja wyjdzie za krótka, bo nie bardzo wiedziałam, co mam napisać. Chodzi o to, że oprócz tej całej otoczki z latami 70-tymi i tematu dyskryminacji, spodziewałam się tropienia zabójcy, rozwiązywania zagadek i scen trzymających w napięciu. Myślę, że tym powinien się charakteryzować dobry kryminał. Tutaj mi tego zabrakło. Mam wrażenie, że autorka za duży nacisk położyła na życie osobiste bohaterek. Ale z drugiej strony, nie udało mi się przewidzieć, kto był Strzelcem. W sumie byłoby to trudne zadanie, biorąc pod uwagę, że fabuła skupiała się bardziej na Maggie i Kate. Dlatego mam wobec tej książki mieszane uczucia. Ale też nie chcę nikogo zniechęcać. Na pewno jest wiele osób, które mają inny gust czytelniczy.


Moja ocena: 6/10
Share:
Continue Reading →

25 grudnia 2016

Życzenia i Świąteczny TAG Książkowy :)


Moi kochani Czytelnicy! Miałam zabrać się za ten post wczoraj, ale mam nadzieję, że jeszcze nie jest za późno, aby złożyć życzenia. Z okazji świąt Bożego Narodzenia chciałabym Wam życzyć tradycyjnie zdrowia i szczęścia, a także pomyślności w nadchodzącym Nowym Roku. Ponadto spokojnych, ciepłych i rodzinnych świąt. Wszystkim molom książkowym (w tym sobie :D) życzę wielu wspaniałych książek i zaczytanych świąt :)

A teraz przejdźmy do Świątecznego TAGU Książkowego. Pierwszy raz wykonuję jakikolwiek TAG, także jestem podekscytowana :D Zostałam nominowana przez Peggy Brown z bloga Krocząc schodami książkowej melancholii. Jeszcze raz serdecznie dziękuję za nominację :)

1. FIKCYJNA RODZINA, Z KTÓRĄ CHCIAŁABYŚ SPĘDZIĆ ŚWIĘTA?

Nad odpowiedzią na to pytanie nie musiałam się długo zastanawiać. Oczywiście brzmi: Weasley’owie ;D Kiedy byłam dzieckiem i pierwszy raz czytałam „Harry’ego Pottera i Komnatę Tajemnic”, bardzo spodobała mi się atmosfera pełna ciepła, panująca w Norze. Może chodzi też o to, że u mnie na święta zawsze jest mało osób. Chciałabym zobaczyć jak to jest świętować w dużej rodzinie. Nie mogłoby też zabraknąć Harry’ego i Hermiony ;)




2. KSIĄŻKOWY GADŻET, KTÓRY CHCIAŁABYŚ OTRZYMAĆ W PREZENCIE?

Rozumiem, że książki same w sobie nie wchodzą w grę? :P No trudno, właściwie mogłabym dostać lampkę do czytania. Aktualnie nie mam żadnej przy łóżku i trochę ciężko czytać wieczorami.


3. POSTAĆ FIKCYJNA, KTÓRA WEDŁUG CIEBIE BYŁABY IDEALNYM ŚWIĄTECZNYM ELFEM?

Na myśl przychodzi mi prawdziwa elfka, Arya z „Eragona”. Pomimo swojego zdystansowanego sposobu bycia, nadawałaby się na świątecznego elfa. W końcu jest bohaterką pozytywną i stojącą po stronie dobra ;) W ogóle całkiem inaczej ją sobie wyobrażam, niż na zdjęciu :/




4. PRZYPORZĄDKUJ ŚWIĄTECZNĄ PIOSENKĘ DO KSIĄŻKI!

Do ostatnio czytanej przeze mnie książki o tematyce świątecznej, „W śnieżną noc”, pasuje mi utwór „White Christmas”, wykonany przez Binga Crosby’ego. Wiadomo, o co chodzi - Gracetown też było całe białe na święta ;) Poza tym namiętnie słucham piosenek, które (niestety) określić można jako „oldies”. 



5.KSIĄŻKA LUB POSTAĆ, KTÓRĄ BYŁAŚ ROZCZAROWANA I KTÓRA POWINNA ZOSTAĆ UMIESZCZONA NA LIŚCIE NIEGRZECZNYCH?

Ograniczę się do tego roku. Zdecydowanie najgorszą książką, którą przeczytałam w 2016 był napisany przez Stewarta Seana „Krąg doskonały”. Nawet nie pytajcie, o czym była ta książka, bo sama nie jestem pewna. Osobiście wysłałabym autorowi rózgę…





6. KSIĄŻKA LUB POSTAĆ, KTÓRA ZASŁUGUJE NA WIĘCEJ MIŁOŚCI I POWINNA ZOSTAĆ UMIESZCZONA NA LIŚCIE GRZECZNYCH?

W poprzednim pytaniu było o książce, więc może teraz postać. Zdecydowanie na najwięcej miłości zasługuje Will z cyklu „Diabelskie maszyny” autorstwa Cassandry Clare :3 I tak wiele w życiu przeszedł, a autorka jeszcze się nad nim znęca! Mam nadzieję, że w ostatnim tomie będzie szczęśliwy. Może nie był zbyt grzeczny, ale miał ku temu powody. Poza tym zmienił się i powinien zostać wpisany na listę grzecznych :D




7. CZERWIEŃ, ZŁOTO, ZIELEŃ – OKŁADKA, KTÓRA MA WSPANIAŁY, ŚWIĄTECZNY KLIMAT?

Świąteczną okładkę ma 20 tom sagi „Wiatr nadziei” Frid Ingulstad, zatytułowany „Kocia mama”! Wszystkie tomy wydane po polsku już czytałam, ale wiem, że jest dalszy ciąg :)




8. KSIĄŻKA LUB SERIA, KTÓRĄ KOCHASZ TAK BARDZO, ŻE CHCESZ, ŻEBY WSZYSCY ZNALEŹLI JĄ POD CHOINKĄ W TYM ROKU, ŻEBY MOGLI JĄ PRZECZYTAĆ I RÓWNIE MOCNO POKOCHAĆ?

Ja bym była zadowolona, gdyby ktoś u mnie w ogóle czytał cokolwiek z własnej woli :D Mamę muszę czasami zmuszać. To byłby najcudowniejszy prezent na święta :D Ale gdybym mogła sprawić, żeby wszyscy przeczytali to, co znajdą pod choinką, to podarowałabym im „Zieloną milę” Stephena Kinga :)




No, udało się! :D 

Długo myślałam nad nominacjami. Gdyby wczoraj udało mi się napisać ten post, to kogoś bym nominowała. A tak święta już trwają i nie jestem pewna, czy ktoś by chciał wykonać ten TAG. Dlatego jeśli ktoś ma ochotę, to zapraszam. Nie wiem, czy nie złamałam jakichś reguł, ale tak jak wspomniałam wcześniej - to mój pierwszy TAG. Za jakiekolwiek błędy przepraszam.


Jeszcze raz Wesołych Świąt! ;)
Share:
Continue Reading →

22 grudnia 2016

"W śnieżną noc" - Maureen Johnson, John Green, Lauren Myracle


Zgodnie z zapowiedzią dodaję recenzję „W śnieżną noc” w okolicy świąt Bożego Narodzenia. Książka została napisana przez popularnych autorów młodzieżówek. Znajdziemy w niej trzy opowiadania autorstwa Maureen Johnson, Johna Greena i Lauren Myracle. Najbardziej byłam ciekawa opowiadania napisanego przez pana Greena. 

Zaczynając lekturę, przeczytałam w opisie z tyłu okładki, że wszystkie opowiadania będą ze sobą w pewien sposób połączone. Na pewno wspólne jest miejsce akcji - miasteczko Gracetown. W Wigilię nawiedza je gwałtowna burza śnieżna i wszystko zostaje przysypane naprawdę grubą warstwą białego puchu. 

Przedstawię w skrócie wszystkie opowiadania. Pierwsze to „Podróż wigilijna”, której autorką jest Maureen Johnson. Opowiada o Jubilatce. Tak, to imię, też byłam zdziwiona tym faktem. W każdym razie jej rodzice w Wigilię trafiają do aresztu i dziewczyna musi jechać pociągiem do swoich dziadków. Burza śnieżna okazuje się jednak na tyle silna, że uniemożliwia podróż pociągu. Jubilatka jest zmuszona spędzić święta w Gracetown, bo akurat tam zatrzymał się pociąg. Co z tego wyniknie, dowiecie się czytając książkę. Ja mogę powiedzieć, że to opowiadanie wypadło całkiem ciekawie. Było pierwsze, więc najtrudniej mi było wgryźć się w fabułę.

Kolejny był tak wyczekiwany John Green i jego „Bożonarodzeniowy cud pomponowy”. Tytuł od razu mnie zaintrygował. W skrócie chodzi o to, że paczka przyjaciół (w tym jedna dziewczyna) przez śnieżycę brnie do restauracji „Waffle house”, pełnej czirliderek, które wysiadły z zepsutego pociągu. Nasi bohaterowie po drodze przeżywają trochę przygód. Byłam okropnie ciekawa stylu pisania pana Greena i miałam naprawdę ogromne oczekiwania. Może to dlatego opowiadanie to wypadło według mnie najsłabiej z całej trójki. Jednak na pocieszenie dodam, że podobało mi się przesłanie w niej zawarte. W każdym razie, chętnie sięgnę po jakieś dłuższe dzieło Johna Greena, żeby zweryfikować, czy lubię tego autora.

Ostatnim opowiadaniem jest „Święta patronka świnek” napisana przez Lauren Myracle. Od razu muszę podkreślić, że podobało mi się najbardziej. We wszystkich opowiadaniach nie zabrakło poczucia humoru, ale w tym przypadku rzeczywiście byłam ciekawa, co będzie dalej. Narratorką opowiadania jest Addie, która zdradziła swojego chłopaka i musiała się z nim rozstać akurat przed pierwszą rocznicą ich związku. Dodatkowo następnego dnia podczas przerwy w pracy musi odebrać dla swojej przyjaciółki miniaturową świnkę ze sklepu zoologicznego. Wynikną z tego różne problemy. 

Wiecie już, które opowiadanie najbardziej mi się podobało. Teraz ogólnie o książce. Uważam, że autorzy odwalili kawał dobrej roboty, mówiąc kolokwialnie. Zazwyczaj nie sięgam po opowiadania, ale tutaj podobało mi się to, że losy bohaterów były ze sobą powiązane. Co oznacza, że autorzy musieli ze sobą współpracować przy pisaniu. Ale jest jeden minus. W tych opowiadaniach nie poczułam klimatu świąt, a na tym mi bardzo zależało. Może jedynie w „Podróży wigilijnej” w największym stopniu była mowa o świętach. Chciałam Wam polecić fajną lekturę na Boże Narodzenie, ale zadowolę się tym, że polecę tę książkę osobom, które przepadają za młodzieżówkami.


Moja ocena: 7/10
Share:
Continue Reading →

20 grudnia 2016

Book Haul #2 [ świąteczny ]


Hej! W końcu nadeszła ta upragniona chwila. Z okazji Bożego Narodzenia moją biblioteczkę zasiliły nowe książki. Kupiłam je sobie sama, bo wątpię, czy dostanę jakiś prezent, ale i tak bardzo się cieszę. Kiedyś mogłam sobie częściej pozwolić na kupno książek. 


Pierwsze dwie książki kupiłam w księgarni. Obczaiłam sobie przez przypadek księgarnię, w której są duże zniżki na książki (łapałam akurat Pokemony, tak to bym w życiu nie zwróciła uwagi na to miejsce). Co do samych książek, nie mam względem nich wysokich oczekiwań. Słyszałam o nich wcześniej i miałam w planach czytelniczych. Są to:

„Zła krew” Sally Green. W książce pojawiają się czarodzieje, dlatego mnie zainteresowała. 

„Impuls” Eve Silver. To także fantastyka. Opowiada o grze dziejącej się w fantastycznym świecie. Zapowiada się nawet ciekawie.

Przez Internet zamówiłam sobie następujące książki:

„Harry Potter i przeklęte dziecko”. Książka wobec której mam z kolei ogromne oczekiwania. Mam nadzieję, że mnie nie rozczaruje. Uwielbiam Harry’ego i strasznie się boję, że ta historia została w jakiś sposób zepsuta. W końcu czasami tak bywa, że im więcej części, tym gorzej.

„Korona” Kiera Cass. Ostatnia część cyklu „Rywalki”. Czwarty tom będę dopiero czytać i to w najbliższym czasie.

„Księżniczka, łajdak i chłopak z Tatooine” Alexandra Bracken. Ponieważ jestem wielką fanką „Gwiezdnych wojen” od dziecka, musiałam mieć tę książkę w swojej biblioteczce. Jeśli mi się spodoba, zamówię pozostałe części. Są one jednak pisane przez innych autorów, z tego, co zdążyłam zauważyć.

Trylogia „Mroczne umysły” tej samej autorki, co wyżej. O tych książkach jest tak głośno, że muszę je przeczytać, a intuicja mi podpowiada, że będzie to ciekawa lektura. Zobaczymy, czy się nie mylę :)


Na koniec wspomnę, że chyba nie będę już pisać o książkach z biblioteki. Ostatnio udało mi się wypożyczyć „Hopeless” i „Losing hope” pani Hoover. Nie mogę się doczekać, żeby już się zabrać za ich czytanie :) Miłego wieczoru :)
Share:
Continue Reading →

18 grudnia 2016

Winter is coming 2



Hej! Na wstępie muszę Was przeprosić za to, że ostatnio rzadziej tutaj jestem i nie odwiedzam Waszych blogów, ale naprawdę brakuje mi czasu. Szczególnie przed Świętami mam wiele dodatkowych obowiązków. A szkoda, bo mam w planach wiele postów. Ciekawe, czy zdążę wszystkie dodać. Na dzisiaj miałam zaplanowaną recenzję, ale właśnie brak czasu zmusił mnie do dodania postu zdjęciowego. Temat jest identyczny jak ostatnio. Może nie ze wszystkich fotek jestem zadowolona, ale trudno. 
























Mam nadzieję, że zdjęcia nie są takie najgorsze :) 
Share:
Continue Reading →

14 grudnia 2016

"Marsjanin" - Andy Weir


„Kilka dni temu był jednym z pierwszych ludzi, którzy stanęli na Marsie. Teraz jest pewien, że będzie pierwszym, który tam umrze.” 
Zapraszam na recenzję „Marsjanina” autorstwa Andy’ego Weira. O książce było dość głośno, sama dzięki temu o niej usłyszałam. Były to same pozytywne opinie. Powstał też film na jej podstawie, jednak jego obejrzenie mam dopiero w planach. 

Akcja książki toczy się na Ziemi, w kosmosie i na Marsie. Głównym bohaterem jest Mark Watney - jeden z uczestników misji na czerwonej planecie. Wszystko idzie dobrze, dopóki astronautów nie zaskakuje gwałtowna burza piaskowa. Niebezpieczne warunki pogodowe zmuszają ich do przerwania misji. Podczas próby ewakuacji Mark ma wypadek i zostaje ciężko ranny. Pozostali kosmonauci myślą, że nie żyje i zostawiają go na Marsie. Jednak główny bohater cudem przeżywa i znajduje się w bardzo trudnej sytuacji, zdany sam na siebie. Nikt nie wie, że udało mu się wyjść cało z opresji, ponieważ nie ma łączności ani z Ziemią, ani z załogą Aresa 3, więc nikt nie może mu przyjść z pomocą. Dodatkowo ma ograniczone zapasy żywności, wody i powietrza. Sytuacja wydaje się bez wyjścia.

Książka opowiada o ogromnej woli przetrwania. Mark Watney należy do zupełnie nieirytującego rodzaju bohaterów. Został bardzo dobrze wykreowany. Był nie tylko niezwykle inteligentny, ale także pomysłowy i odporny na stres. Na pewno wiele osób znajdujących się w jego sytuacji załamałoby się i poddało. Ale nie Mark. Słyszałam też wiele o jego poczuciu humoru. Muszę przyznać, że się nie zawiodłam. Wiele razy się uśmiechałam, czytając jego monologi. A jeśli o tym mowa, to zaczynając lekturę, uświadomiłam sobie, że w książce pewnie będzie mało dialogów z racji tego, że bohater będzie przebywał sam na Marsie. Jednak nie było tak źle i dało się to przeżyć. Poza tym akcja czasami przenosiła się na Ziemię.

Gdybym miała opisać schemat książki w skrócie, wyglądałoby to tak: pojawia się problem, pozornie bez rozwiązania. Po pewnym czasie Mark znajduje jednak rozwiązanie, chwilę się cieszymy, że jest bezpieczny, a za chwilę pojawia się kolejny problem. Może brzmi to trochę nieciekawie, lecz nie raz zastanawiałam się, jaki pomysł może mieć Watney, żeby udało mu się przetrwać. Czasami nie miałam ochoty przerywać lektury, póki się tego nie dowiedziałam. Na wiele rozwiązań sama bym nie wpadła. Mark tłumaczył dokładnie wszystko, co robi. Dla takiego nieścisłego umysłu jak mój czasami trudno było o tym czytać. 

Co mogę jeszcze dodać? Książka jest warta polecenia i zachęcam do sięgnięcia po nią. Myślę, że większość z Was polubi Marka Watneya.


Moja ocena: 7/10
Share:
Continue Reading →

11 grudnia 2016

Winter is coming


Hej! Muszę przyspieszyć trochę z tym dodawaniem zdjęć. Do jesiennych jeszcze wrócę. Tymczasem mam już mnóstwo ujęć prawie zimowych ze swojego ogródka. Nie musiałam daleko szukać, bo moja mama lubi kwiaty :) Skupiałam się ostatnio wyłącznie na ujęciach makro - dlatego przepraszam wszystkich, których to nie interesuje. 



Lubię takie mocno rozmyte zdjęcia:




















To już wszystko. Chciałabym więcej czasu poświęcać blogowi, ale niestety cierpię na jego deficyt. Dobrze, że przynajmniej raz dziennie udaje mi się tutaj zaglądnąć. Teraz będzie coraz gorzej, ponieważ zbliża się sesja. 
Miłego wieczoru! :)
Share:
Continue Reading →

9 grudnia 2016

"Niezbędnik obserwatorów gwiazd" - Matthew Quick


Dzisiaj przybliżę Wam kolejne pierwsze spotkanie. Tym razem sięgnęłam w końcu po „Niezbędnik obserwatorów gwiazd” Matthew Quicka. Miałam co do tej książki dość duże wymagania, w końcu jest bardzo chwalona. Za chwilę odpowiem na pytanie, czy mi się podobała.

Zacznę od fabuły. Książka opowiada o nastoletnim Finleyu, który mieszka w Belmont - miejscu bardzo niebezpiecznym. Nad miasteczkiem sprawują kontrolę gangi i irlandzka mafia. Finley nie ma w życiu lekko: jego matka zginęła, kiedy był mały, dziadek nie ma obu nóg i wymaga opieki, a ojciec bardzo ciężko pracuje, żeby ich utrzymać. Na dodatek chłopiec bardzo mało mówi. Na szczęście ma Erin, którą zna od dziecka i która jest jego dziewczyną i najlepszą przyjaciółką. Oboje uwielbiają grać w koszykówkę i patrzeć na gwiazdy z dachu domu Finleya. Marzą, że w przyszłości uda im się wyjechać z Belmont, jednak nie jest to takie łatwe. 

Pewnego dnia trener szkolnej drużyny koszykówki, której Finley jest członkiem, prosi chłopaka o nietypową przysługę. Po nudnawym wprowadzeniu w fabułę, liczyłam na to, że od tego momentu rozkręci się jakaś akcja. Oczywiście nie zdradzę, o jaką pomoc może chodzić. Sama się tego nie domyśliłam, zaczynając czytać książkę. Spodziewałam się, że prośba będzie związana w jakiś sposób ze sportem. I właściwie można tak to ująć.

Gdybym miała w jednym zdaniu opisać tę książkę, powiedziałabym, że jest fajna, ale czegoś mi zabrakło. Niestety nie udało mi się zżyć z żadnym z bohaterów. Finley jest dla mnie dziwny. Przepraszam, nie umiem go inaczej określić. I nie dlatego, że mało mówi. Zresztą, powód jego małomówności został wyjaśniony na koniec. Chodzi mi o jego dziwne zachowanie i to, jak był ciągle napalony na Erin. Cicha woda brzegi rwie ;) 

Nie jestem też zbytnio pewna, jakie przesłanie niesie „Niezbędnik obserwatorów gwiazd”. Mnie najbardziej spodobało się powiedzenia taty Finleya. Zawsze powtarzał synowi, że ciężka praca może wygrać z talentem. Chodziło o to, że Finely uwielbiał grać w koszykówkę, ale nie miał ogromnego talentu, więc nadrabiał go właśnie ciężko trenując. Bardzo dobre przesłanie, jednak gdy skończyłam czytać książkę, nie byłam już taka pewna, czy ojciec Finleya miał rację. Myślałam również, że obserwacja gwiazd będzie odgrywać dużą rolę w życiu bohaterów, jednak z początku nie było za bardzo o tym mowy. Okazało się, że kosmos jest ważny dla całkiem innej postaci.

Nie wiem, co mogłabym jeszcze napisać. Zdaję sobie sprawę, że moja recenzja nie ma sensu. Na pewno polecam książkę osobom, które lubią czytać obyczajówki. Przyjemnie się ją czytało i nie żałuję spędzonego z nią czasu. Tylko chodzi o to, że zbytnio mnie nie porwała, jednak wiem, że wielu innym osobom się podobała. Nie zamierzam więc do niej zniechęcać.


Moja ocena: 6/10
Share:
Continue Reading →

6 grudnia 2016

"Mechaniczny książę" - Cassandra Clare


Uwaga, mogą tutaj się pojawić spojlery, dlatego zapraszam do przeczytania recenzji poprzedniej części !!!

Tymczasem tych, którzy czytali „Diabelskie maszyny”, lub nie przeszkadzają im delikatne spojlery, zapraszam na recenzję drugiej części tej trylogii, czyli „Mechanicznego księcia” Cassandry Clare. Nie będę pisać dużo, ponieważ wiele rzeczy przedstawiłam właśnie w poprzedniej recenzji i nie chcę się powtarzać.

Chociaż Mistrz zniknął, nasi bohaterowie muszą się zmierzyć z nowymi problemami. Niektórzy członkowie Clave chcą, żeby Branwellowie oddali Instytut w ręce Benedicta Lightwooda. Z tego powodu, a także dla bezpieczeństwa Tessy i wszystkich Nocnych Łowców, nasi bohaterowie chcą odnaleźć ukrywającego się Mistrza i udaremnić jego plany. Nie jest to jednak łatwe zadanie.

Odniosłam wrażenie, że trochę mniej się dzieje w tej części. Mimo to nie mogę powiedzieć, że książka mi się nie podobała. Na jaw wychodzą nowe intrygi i tajemnice, które rekompensują małą ilość akcji.

Bardzo ciekawiły mnie nowe fakty dotyczące niektórych postaci. Na przykład, poznajemy wydarzenia z przeszłości Willa, ale także Mistrza. Dzięki temu wiemy, co wpłynęło na ich teraźniejsze zachowanie. Natomiast Tessa nadal chce poznać prawdę o swoich pochodzeniu i chociaż niektóre tajemnice także zostały ujawnione, to aby się dowiedzieć, kim naprawdę jest, musimy sięgnąć po trzeci tom.

W tej części wyraźnie już zarysowuje się trójkąt miłosny. Takie trójkąty zwykle bardzo mnie irytują, ale tutaj aż tak bardzo mi nie przeszkadzał. Oczywiście, aby wprowadzić trochę dramatyzmu, serce Tessy zaczyna bić żywiej w stosunku do Jema, ale ja wolę Willa, mimo jego na pozór paskudnego charakteru.

Zakończenie zostawiło mnie z ogromnym kacem książkowym. Nie potrafiłam sobie znaleźć miejsca i może to źle, że zaczęłam od razu czytać inną książkę. Ale co innego mogłam zrobić? Pani Clare potrafi tak poruszająco pisać o miłości i sprawić, że bohaterowie cierpią. Jeśli chodzi o mnie, to chcę więcej i na pewno szybko sięgnę po ostatni tom „Diabelskich maszyn”.


Moja ocena: 10/10
Share:
Continue Reading →

3 grudnia 2016