28 kwietnia 2017

"Harry Potter i Przeklęte Dziecko", czyli I don't want to live on this planet anymore.

Moja fascynacja Harry’m Potter’em zaczęła się bardzo dawno temu. Nie pamiętam, ile dokładnie miałam lat, ale o młodym czarodzieju zaczęłam czytać, kiedy w Polsce zostały wydane dopiero trzy części serii. Oczywiście nie muszę wspominać, że podobnie, jak wiele osób, oszalałam na punkcie Harry’ego. Pierwszy tom przeczytałam ponad 30 razy! Dlatego właśnie „HP i Przeklęte Dziecko” był dla mnie taki szczególny. Bo czy nie byłoby cudownie raz jeszcze wkroczyć do świata czarodziejów? Miałam ogromne obawy względem tej książki i… No cóż, nie będę owijać w bawełnę, zawiodłam się. 



Tradycyjnie zacznę od fabuły. Po wielu latach od wydarzeń z tomu siódmego Harry wkracza w kryzys wieku średniego. Jest przepracowanym urzędnikiem Ministerstwa Magii. Ma żonę i trójkę dzieci. Oprócz problemów zawodowych Harry nie potrafi się dogadać ze swoim synem, Albusem. Powoduje to wiele poważnych konfliktów między nimi. Albus nie radzi sobie ze sławą ojca. Z tego powodu jest obiektem drwin w Hogwarcie oraz sprawia problemy. Przyjaźni się także z synem Dracona Malfoya, odwiecznego wroga Harry’ego. Jakby tego było mało, bohaterowie będą się zmagać z innymi kłopotami, ale nie zdradzę, jakimi, bo to byłby już spojler.

Wiecie, co jest najgorsze? Dla mnie ta książka nie ma cech pozytywnych. Bardzo tego nie chciałam, ale po prostu nie potrafię ich znaleźć. Zazwyczaj wolę dobrze pisać o książkach…

Po pierwsze, forma. Książka to scenariusz sztuki teatralnej, więc mamy tutaj same dialogi i didaskalia (sama nie wiedziałam, że pamiętam ten termin). Pewnie taka forma ma wielu zwolenników, ale ja do nich nie należę. Moim zdaniem to zabrało cały urok opowieści. Nie udało mi się poczuć magicznego klimatu bez opisów. A co sądzę o tych suchych dialogach, można wywnioskować w poniższym akapicie dotyczącym postaci.

Naprawdę z niecierpliwością czekałam na ponowne spotkanie ze swoimi ulubionymi bohaterami. Okazało się jednak, że nie było do kogo wracać. Wszyscy zrobili się jacyś inni, jakby utracili swoją osobowość. Nawet gorzej, niektórzy okazali się po prostu przygłupi. Tak, mowa tu szczególnie o Ronie. Nie wiem, czy kogokolwiek polubiłam, może Ginny najmniej mnie irytowała.

I w końcu te nieścisłości. Żeby mi się z recenzji nie zrobił tasiemiec, podam jeden przykład braku logiki i konsekwencji w tej książce. Przypomnijcie sobie scenę w trzecim tomie przygód Harry’ego, kiedy tytułowy bohater widzi samego siebie. Okazuje się, że podróżując w czasie, można zobaczyć swoje przyszłe/przeszłe ja. Więc skoro Albus (przecież podobny do Harry’ego) i Scorpius przenieśli się w czasie do Turnieju Trójmagicznego, to czy Hermiona z czwartej części nie powinna ich pamiętać? No dziwne, prawda?

Nie chcę się już pastwić nad tą książką. Możemy uznać, że bardzo mi się nie podobała, ale po prostu musiałam po nią sięgnąć, chociażby po to, żeby się dowiedzieć, jak potoczyły się losy Harry’ego. Wystawiłam taką wysoką ocenę tylko ze względu na sentyment do tej serii.


Moja ocena: 5/10
Share:
Continue Reading →

24 kwietnia 2017

Forsycja

Hej! Dzisiaj u mnie za oknem w końcu poprawiła się pogoda. Po takiej długiej przerwie znowu czuć wiosnę. Aż zechciało mi się poszperać w zdjęciach :) Tym razem trochę zaszalałam i jest ich dużo, ale nie wiedziałam już sama, które wybrać. Z wiosną i kwietniem w ogóle kojarzy mi się ta roślinka. Tak pięknie kwitnie! Dodawała koloru i pozytywnej energii zanim jeszcze pojawiły się liście na drzewach i zakwitły inne kwiaty :) 

Moje ulubione mocno rozmyte ujęcia też się tutaj znajdują :)











Na koniec zdjęcie o trochę innym klimacie.
Jeśli ktoś dobrnął do końca, to podziwiam :D Dzisiaj może nie było jakoś pasjonująco, ale zawsze powtarzam, że mam mnóstwo zdjęć ;) 

Share:
Continue Reading →

21 kwietnia 2017

"Następczyni" i "Korona" - Kiera Cass

UWAGA! Recenzja może zawierać spojlery dla osób, które nie czytały poprzednich części - KLIK

To nie tajemnica, że trylogia „Selekcja” należy do moich ulubionych. Wiadomo, że kiedy pojawiły się kolejne części, miałam ogromną ochotę je przeczytać. Miałam też jednak wobec nich ogromne oczekiwania. Znowu chciałam poczuć ten bajkowy klimat. Czy „Następczyni” i „Korona” okazały się tak dobre, jak ich poprzedniczki?


Akcja książek dzieje się dwadzieścia lat później od wydarzeń ukazanych w trylogii. Narratorką opowieści jest księżniczka Eadlyn, najstarsze dziecko Ameriki i Maxona. Dziewczyna z racji starszeństwa ma prawo zasiąść na tronie Illèi, do czego jest od dzieciństwa przygotowywana. Niestety w kraju zaczyna narastać napięcie związane ze zniesieniem systemu klasowego. Eadlyn jest zmuszona urządzić swoje własne Eliminacje. W dodatku wcale nie ma na to ochoty.

Muszę skupić się na postaci Eadlyn. Z przykrością stwierdzam, że z początku jej nie polubiłam. Zachowywała się jak rozpieszczona dziewczynka, w dodatku z ogromnym ego. Może wpłynęła na to świadomość, że w przyszłości zostanie królową. Jednak rozumiem, że nie chciała zostać zmuszona do małżeństwa i bała się, że nie będzie potrafiła zakochać się w żadnym z kandydatów, tak jak jej rodzice zakochali się w sobie dwadzieścia lat temu. Eadlyn w moim przekonaniu bardzo różniła się od Ameriki. Tak sobie myślę, że to dobrze. Miałam przynajmniej świadomość, że czytam o całkiem innej osobie, która ma inny charakter. Jakby się tak nad tym zastanowić, działa to na plus tych książek. Poza tym Eadlyn z biegiem czasu przechodzi przemianę i już tak nie irytuje czytelnika.

Moim zdaniem pozostałe postacie nie zostały wykreowane zbyt dobrze. Bohaterowie poprzednich części zmienili się, ale może miał na to wpływ ich wiek. W końcu ludzie się trochę zmieniają. Co do kandydatów, to dla mnie była to porażka. Wszyscy zlewali mi się w jedno, nie potrafiłam zapamiętać poszczególnych bohaterów męskich. Jakoś podczas Eliminacji, w których brała udział Amerika, nie miałam z tym problemu. Tutaj dopiero w „Koronie”, kiedy została już mniejsza liczba konkurentów, połapałam się, kto jest kim.

Jak wspomniałam wcześniej, Eadlyn ma dość ciężki charakter. Wpłynęło to niestety na cały romantyzm Eliminacji. Szczególnie w „Następczyni” zabrakło mi scen romantycznych, które by mnie poruszyły. Na szczęście później się to już zmieniło. Pod koniec piątej części już się wkręciłam i kibicowałam miłości Eadlyn. Właśnie z biegiem jej przemiany na lepsze uczucia rozkwitły, a mnie się to w końcu podobało. Poza tym bardzo się cieszę, że autorka mnie zaskoczyła w kwestii wyboru jednego z kandydatów. Spodziewałam się, że księżniczka wybierze kogoś zupełnie innego, a tu taka niespodzianka!

Na pierwszy rzut oka ostatnie części „Selekcji” wydały mi się pisane na siłę. Po przeczytaniu „Następczyni” miałam wrażenie, że jest o wiele gorsza i bardziej nudna niż jej poprzedniczki. Ale teraz, po dłuższej przerwie, doszłam do wniosku, że chciałam, aby klimat tych wszystkich książek był taki sam. A okazało się, że historia Eadlyn ma swój własny klimat. I to chyba dobrze.

Moja ocena:
„Następczyni” 7/10

„Korona” 8/10
Share:
Continue Reading →

17 kwietnia 2017

"Hopeless" i "Losing hope" - Colleen Hoover

Coraz częściej staram się sięgać po inne książki niż zwykle. Chociaż najbardziej lubię fantastykę, postanowiłam dać szansę książkom autorstwa Colleen Hoover. Jest to bardzo popularna pisarka, a o jej powieściach czytałam wiele pozytywnych opinii. Musiałam się przekonać sama, czy i mnie oczarują. Nie było łatwo zdobyć tych książek, ale w końcu udało mi się je wypożyczyć. Zapraszam na recenzję „Hopeless” i „Losing hope”.



Chciałabym zacząć od pierwszej części, czyli od „Hopeless”. Mam o niej więcej dobrego do powiedzenia. Jednak muszę przyznać, że opis książki nie brzmi jakoś szczególnie ciekawie. Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Sky. Na swojej drodze spotyka Deana Holdera - typowego bad boya, przystojniaka łamiącego damskie serca, ale mającego fatalną reputację. Oczywiście tych dwoje coś do siebie przyciąga, a jakże. Nowością nie jest też fakt, że Dean, który lubi, kiedy mówią na niego Holder, skrywa mroczną tajemnicę.

Patrząc na sam opis, zastanawiałam się, dlaczego książka odniosła taki sukces. I rzeczywiście z początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Wszystko było takie sztuczne i cukierkowe. Nie zżyłam się z żadnym z bohaterów. Jedyny plus stanowił styl pisania autorki, który przypadł mi bardzo do gustu. Więc czytałam dalej. Okazało się, że podjęłam dobrą decyzję. Mniej więcej od połowy książka zaczęła się rozkręcać. W końcu na jaw wyszły tajemnice, które nie miały nic wspólnego z nastoletnim romansem bohaterów. Podkreślam, w końcu. Automatycznie wszystko zaczęło mnie ciekawić. W dodatku autorce udało się mnie zaskoczyć. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Za to właśnie przyznałam książce taką wysoką ocenę.

W związku z tymi zachwytami nad „Hopeless” z przykrością muszę stwierdzić, że „Losing hope” wypadła gorzej. Z początku myślałam, że to będą dalsze losy bohaterów, ale okazało się, że to ta sama historia, tylko opowiedziana z perspektywy Holdera. Jak dla mnie ta część nie wniosła zbyt wiele nowego, oprócz kilku scen i listów, ale nie zdradzę o jakie listy chodzi. Mogę się przyznać, że te powtarzające się z pierwszej części sceny czytałam mniej uważnie niż zazwyczaj. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wielu osobom pewnie i ta część przypadła do gustu. Także prezentując swoją opinię, jednocześnie nie chcę zniechęcać do przeczytania „Losing hope”. W ogólnym rozrachunku historia okazała się niezwykle przejmująca i zaskakująca, a to się najbardziej dla mnie liczy.

Moja ocena:
„Hopeless” 9/10
„Losing hope” 7/10
Share:
Continue Reading →

14 kwietnia 2017

Book Haul #3 i życzenia :)

Hej! Pomyślałam sobie, że napiszę ten post już teraz, w razie gdybym nie pojawiła się na blogu przed świętami. Moi kochani, przede wszystkim chciałam Wam życzyć szczęśliwej i spokojnej Wielkanocy, smacznego jajka i mokrego lanego poniedziałku ;) 

Od kiedy mnie tu nie było, do mojej biblioteczki przybyło parę nowych książek. Chciałabym dzisiaj co nieco o nich opowiedzieć.


„Starter” i „Ender” Lissa Price - prezent świąteczny, ale oczywiście z okazji świąt Bożego Narodzenia :) Książki już od dłuższego czasu miałam zamiar przeczytać. Moja intuicja czasami mnie zawodzi, ale mam wrażenie, że mi się spodobają. Już same okładki przypadły mi do gustu, ale wiadomo - nie ocenia się książki po okładce ;) Myślę, że większość z Was kojarzy, o czym są te książki. Najbardziej ciekawi mnie motyw wykorzystywania ciał nastolatków przez ludzi, którzy chcą się poczuć znowu młodzi.

Trylogia „Testy” Joelle Charbonneau - prezent, jak wyżej. Co do tych książek już nie jestem taka pewna, czy mi się spodobają. Rzadko kupuję, czy dostaję książki, więc mam nadzieję, że nie okażą się totalnym dnem. Tutaj też mamy do czynienia z motywem apokaliptycznym. Zaintrygował mnie natomiast pomysł autorki na te całe testy. Ciekawi mnie co to jest i po co ludzie mają je zdawać. 

„Noc Kupały” Katarzyna Berenika Miszczuk - kontynuacja „Szeptuchy”, której recenzję już pisałam. Tę książkę dostałam na urodziny i już ją przeczytałam. Pewnie napiszę recenzję, ale mogę już zdradzić, że „Noc Kupały” bardzo mi się podobała.

„Najdłuższa noc” Marek Bukowski, Maciej Dancewicz - no tak, tę książkę bardzo chciałam mieć w swojej biblioteczce. Mimo fali hejtu, mogę powiedzieć, że jestem fanką serialu „Belle epoque”. Widocznie nie jestem zbyt wymagającą osobą :D W każdym razie książka ma dość dobre opinie, więc się skusiłam. Pewnie będę ją czytać w najbliższym czasie.

„Aplikacja” Lauren Miller - książka mnie ciekawi, bo porusza właściwie tematykę na czasie. Bardzo chętnie poczytam o aplikacji, która potrafi zawładnąć życiem ludzi. W sumie raczej ku przestrodze, bo nie spędzam zbyt wiele czasu Internecie lub siedząc na telefonie, komputerze itp.

Dwie części „Podwieczności” Brodi Ashton - o zakupie tych książek zadecydowała moja miłość do mitologii greckiej. Tutaj autorka opierała się chyba na micie o porwaniu Persefony, więc zapowiada się ciekawie. I właśnie się dowiedziałam, że będzie w Polsce premiera 3 części! Super, już myślałam, że nie będzie wydana ;) 


Rozpisałam się, a czeka mnie dużo pracy przedświątecznej (wcześniej siedziałam i projektowałam nagłówek na bloga. W końcu trzeba było jakiś zrobić) ;) Także już uciekam :)
Share:
Continue Reading →

10 kwietnia 2017

Twierdza Srebrna Góra


Hej! Na dzisiaj zaplanowałam w końcu post zdjęciowy. Wiem, że posty miały się ukazywać rzadko, ale po prostu mam za dużo pomysłów. Taka sama sytuacja była w grudniu i ta presja, którą sobie narzuciłam, przytłoczyła mnie za bardzo. Ale nie o tym miałam dzisiaj pisać. Muszę od razu zaznaczyć, że zdjęcia nie mają dużego waloru artystycznego. To bardziej relacja z podróży.

1 kwietnia wybrałam się na wycieczkę do Srebrnej Góry. Pogoda dopisywała, co widać na zdjęciach pod słońce i po niebieściutkim niebie. Ale do rzeczy. Twierdza w Srebrnej Górze to twierdza pruska, wybudowana w XVIII wieku. Jest największą twierdzą górską w Europie. Nie będę Was zarzucać zbytnio faktami historycznymi. Dla ciekawych polecam STRONĘ TWIERDZY. Tam poczytacie o ciekawszych rzeczach, niż ja bym tu wypisywała.

Samo wejście do twierdzy to małe wyzwanie dla osób o słabej kondycji. Trzeba wchodzić ok. kilometrową drogą pod górę i to pod dosyć dużym kątem. U mnie wszystkim po kilku dniach bolały nogi. Ja nie odczuwałam tego, bo regularnie jeżdżę na rowerze. Jak już wdrapiemy się na górę, to widzimy już mury i wejście:




Tutaj widoki na dziedziniec (do którego dochodzimy wejściem z pierwszego zdjęcia) i na donjon:




Na tych zdjęciach widzimy już donjon (czyli miejsce ostatecznej ochrony twierdzy w przypadku oblężenia) od środka:




Warto było się zmęczyć, wchodząc na sam szczyt twierdzy. W tym dniu była naprawdę dobra widoczność. Widoki po prostu oszałamiające! Obawiam się, że zdjęcia tego nie oddają... W każdym razie tutaj mam widok na mniejszą twierdzę, na którą nie wchodziliśmy bo nie mieliśmy już czasu:


A reszta zdjęć to już same widoki z góry. Widzimy tutaj mury, donjon i wszystko w promieniu wielu kilometrów :)











Zwiedzaliśmy też twierdzę w środku. Wykupiliśmy wycieczkę z przewodnikiem. Zobaczyliśmy studnię, która zasilała całą twierdzę oraz miejsca, gdzie żołnierze spali i jedli. Warto dodać, że temperatura w środku utrzymuje się na poziomie 5-8 stopni, a przy ogrzewaniu piecem wzrasta tylko o kilka stopni, więc to niezbyt przyjemne warunki do spania (jak to woli). Widzieliśmy też narzędzia tortur. Jak to w wojsku, panowała tam dyscyplina. Nawet za brak guzików przy mundurze dostawało się karę. Obejrzeliśmy także ocalałe rzeczy osobiste po żołnierzach, a także, na przykład kule armatnie i inne "drobiazgi". Na koniec pan przewodnik strzelał z pistoletu na proch i mogliśmy usłyszeć i poczuć na własnej skórze, jaki to huk, szczególnie w małym pomieszczeniu.

Cała wycieczka bardzo mi się podobała. Rzadko mam okazję gdzieś jeździć, więc nie wybrzydzam. Kiedyś było inaczej, ale to już przeszłość. Poza tym nigdy nie byłam typem człowieka, który wiecznie narzeka, raczej podróże mnie ekscytują. Mieszkam na Dolnym Śląsku, który jest przepiękny, a tak rzadko jeżdżę... W tej twierdzy byłam pierwszy raz w życiu. Mam nadzieję, że w końcu przyjdzie czas na wyjazdy. 

Warto dodać, że w czerwcu odbywa się tu zlot motocyklowy. Może uda mi się na niego wybrać :)


Share:
Continue Reading →

6 kwietnia 2017

"Przędza" - Gennifer Albin

„Zajrzyj do przesiąkniętego tajemnicami świata, w którym pewna dziewczyna tka ludzkie losy niczym parka, choć na własne życie nie ma żadnego wpływu.” Brzmi ciekawie i oryginalnie, prawda? Zapraszam na recenzję „Przędzy” autorstwa Gennifer Albin.

Na wstępie muszę zaznaczyć, że miałam ogromne oczekiwania względem tej książki. Wszystko ze względu na nietypowy pomysł na fabułę i możliwości wykreowania fascynującego świata i bohaterów. No cóż, nie będę owijać w bawełnę i od razu zdradzę, że moja intuicja mnie zawiodła. 

Ale zacznę od przedstawienia fabuły. Główną bohaterką książki jest Adelice Lewys. Dziewczyna żyje w Arrasie - świecie, który tkają prządki. Kądzielniczki cieszą się wielkim uznaniem społeczeństwa, można powiedzieć, że są czymś w rodzaju celebrytek. Natomiast organizacją, która skupia prządki i sprawuje najwyższą władzę jest Gildia. Jej członkowie decydują o każdym aspekcie życia ludzi. Oczywiście nasza bohaterka to osoba wyjątkowa i nadzwyczaj utalentowana, ma więc możliwość zostać Kądzielniczką. Jednak ani dziewczyna, ani jej rodzice nie chcą do tego dopuścić. Adelice uczy się więc, jak ukrywać swój dar. Mogę chyba zdradzić, że w dniu egzaminu nie udaje jej się ukryć swoje talentu do tkania. Dowiadujemy się o tym na samym początku. Właściwie już czytając opis książki, możemy zauważyć pewną schematyczność. 

Nie chcę od razu narzekać, dlatego zacznę od plusów. Jak już wspomniałam, pomysł autorki był super, tylko jego realizacja wypadła słabo. Książka dodatkowo mnie zirytowała tym, że jej początek naprawdę mnie zaciekawił, ale im dalej w las, tym było gorzej. To chyba najgorszy typ książki, bo niepotrzebnie rozczarowuje. Nawet styl pisania autorki przestał mnie interesować. Trochę mało wyszło tych plusów…

Słabych stron „Przędza” ma wiele. Jak tylko zdążyłam się wgryźć w świat wykreowany przez autorkę, książka zaczęła mnie nudzić. Tak jak wspomniałam wcześniej, na początku dostajemy trochę akcji, ale później miałam wrażenie, że nic się nie dzieje. Wątek miłosny jakiś taki mdły. Minęło już trochę czasu od przeczytania tej historii, a ja nie zapamiętałam dobrze żadnego z chłopaków. A piszę tak, bo sama nie jestem pewna, czy to był trójkąt miłosny, czy nie. W dodatku Adelice tak niesamowicie mnie irytowała, że miałam ochotę rzucić książkę w kąt. Zachowywała się jak rozkapryszone dziecko, pyskowała do każdego. Trochę dziwne zachowanie, jak na kogoś, kto znajduje się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. 

Niemniej jednak, pomimo tych wszystkich wad, sięgnęłabym po kolejną część, gdyby została wydana. Powodem tej decyzji jest ciekawe zakończenie. Cała historia na sam koniec podążyła w takim kierunku, który na nowo mnie zaintrygował. 

Wszystko to sprawia, że miałam problem z oceną „Przędzy”. Zdaję sobie sprawę, że moja recenzja niezbyt zachęca do jej przeczytania. W dodatku nie rozumiem, dlaczego ktoś na okładce umieścił porównanie do „Igrzysk śmierci”. To najgorsze, co można uczynić. Moim zdaniem nie ma tu żadnego porównania. Ale myślę, że najlepiej samemu polegać na swojej intuicji i jednak sięgnąć po tę książkę. W końcu ile ludzi, tyle gustów. 


Moja ocena: 6/10
Share:
Continue Reading →

3 kwietnia 2017

MEGA PODSUMOWANIE - Grudzień 2016, Styczeń - Marzec 2017



Tak, w końcu nadszedł ten czas. Czas na powrót. Nie planowałam aż takiej przerwy od prowadzenia bloga. Ale stało się. A z dnia na dzień powrót był coraz trudniejszy. Myślałam, że nie potrafię się już zabrać za pisanie. Jednak kiedy napisałam pierwsze zdanie tego akapitu wiedziałam, że jakoś to pójdzie.



Dlaczego tak długo mnie nie było? Banał - obowiązki związane z uczelnią, pisaniem pracy magisterskiej oraz problemy zdrowotne. Nie chcę się zbytnio rozwodzić nad swoim życiem prywatnym. W skrócie wygląda to tak, że cały marzec nie robiłam zupełnie nic. Wcześniej napisałam pół pracy i całkowicie odrzuciło mnie od laptopa (który przeleżał miesiąc z nienaładowaną baterią -.-). Natomiast moje problemy zdrowotne skutkują często spadkiem energii, niepotrzebnym stresem i stanami przypominającymi depresję. Tym bardziej się cieszę, że ponownie zaczęłam mieć więcej chęci na jakąkolwiek aktywność.

Zanim przejdę do spraw książkowych muszę przyznać, że zastanawiałam się też, w jakim kierunku ma zmierzać mój blog. Myślałam nad ewentualnymi zmianami, ale nie doszłam do zadowalających wniosków. Na pewno nadal będę pisać o książkach i publikować zdjęcia. Mam nadzieję, że w tym roku będę miała więcej okazji do podróży, tak, żeby posty zdjęciowe były ciekawsze. Głównie zastanawiałam się nad tekstami na różne tematy, ale uznałam, że to może być z mojej strony nic ciekawego.




I tu dochodzę do ważnej kwestii. Zdaję sobie sprawę, jak długo mnie tutaj nie było. Zaniedbałam też odwiedzanie blogów, które wcześniej regularnie czytałam. Muszę Was przeprosić. Nie wiem, czy ktoś w ogóle to przeczyta. Nigdy nie zależało mi na popularności, na lajkach itd., ale ucieszę się, jeśli ktokolwiek będzie miał ochotę jeszcze tutaj zajrzeć. Natomiast jeśli chodzi o częstotliwość postów, to podejrzewam, że nie będę ich dodawać tak często, jak wcześniej. Mam nadzieję, że mimo braku czasu i energii nie zaprzestanę pisać więcej na tak długo. 

Na szczęście w moim książkowym świecie nie doszło do zastoju. Oto jak wyglądają moje statystyki:
Grudzień 2016 - 7 książek
Styczeń 2017 - 4 książki 
Luty 2017 - 6 książek
Marzec 2017 - ponownie 6 książek, w tym jedna niedokończona („Mitologia Słowian”)
Daje mi to 23 książki na koncie, czyli całkiem obszerny materiał do nowych recenzji :) Nie będę wypisywać tytułów, można je zobaczyć na moim koncie na lubimyczytać.pl.

Kilka nowych książek znalazło się przez ten czas w mojej biblioteczce, jednak nie jestem w stanie stwierdzić, które to :D Ostatnie dostałam na święta i urodziny, a to było całkiem dawno temu :D 




Ostatnią płaszczyzną mojej aktywności blogowej, a raczej jej brakiem, są zdjęcia. Niestety nie udało mi się ich wykonać wiele w tym czasie. Ale mam duży zapas. Ostatnio też byłam na wycieczce, o której pewnie zrobię post. Do tego wpisu dodaję kilka zdjęć wykonanych telefonem.


To by było na tyle. Ciekawa jestem, czy wytrzymam w postanowieniu powrotu. Trzymam na wszelki wypadek kciuki :D
Share:
Continue Reading →