17 kwietnia 2017

"Hopeless" i "Losing hope" - Colleen Hoover

Coraz częściej staram się sięgać po inne książki niż zwykle. Chociaż najbardziej lubię fantastykę, postanowiłam dać szansę książkom autorstwa Colleen Hoover. Jest to bardzo popularna pisarka, a o jej powieściach czytałam wiele pozytywnych opinii. Musiałam się przekonać sama, czy i mnie oczarują. Nie było łatwo zdobyć tych książek, ale w końcu udało mi się je wypożyczyć. Zapraszam na recenzję „Hopeless” i „Losing hope”.



Chciałabym zacząć od pierwszej części, czyli od „Hopeless”. Mam o niej więcej dobrego do powiedzenia. Jednak muszę przyznać, że opis książki nie brzmi jakoś szczególnie ciekawie. Główną bohaterką jest siedemnastoletnia Sky. Na swojej drodze spotyka Deana Holdera - typowego bad boya, przystojniaka łamiącego damskie serca, ale mającego fatalną reputację. Oczywiście tych dwoje coś do siebie przyciąga, a jakże. Nowością nie jest też fakt, że Dean, który lubi, kiedy mówią na niego Holder, skrywa mroczną tajemnicę.

Patrząc na sam opis, zastanawiałam się, dlaczego książka odniosła taki sukces. I rzeczywiście z początku byłam bardzo sceptycznie nastawiona. Wszystko było takie sztuczne i cukierkowe. Nie zżyłam się z żadnym z bohaterów. Jedyny plus stanowił styl pisania autorki, który przypadł mi bardzo do gustu. Więc czytałam dalej. Okazało się, że podjęłam dobrą decyzję. Mniej więcej od połowy książka zaczęła się rozkręcać. W końcu na jaw wyszły tajemnice, które nie miały nic wspólnego z nastoletnim romansem bohaterów. Podkreślam, w końcu. Automatycznie wszystko zaczęło mnie ciekawić. W dodatku autorce udało się mnie zaskoczyć. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Za to właśnie przyznałam książce taką wysoką ocenę.

W związku z tymi zachwytami nad „Hopeless” z przykrością muszę stwierdzić, że „Losing hope” wypadła gorzej. Z początku myślałam, że to będą dalsze losy bohaterów, ale okazało się, że to ta sama historia, tylko opowiedziana z perspektywy Holdera. Jak dla mnie ta część nie wniosła zbyt wiele nowego, oprócz kilku scen i listów, ale nie zdradzę o jakie listy chodzi. Mogę się przyznać, że te powtarzające się z pierwszej części sceny czytałam mniej uważnie niż zazwyczaj. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że wielu osobom pewnie i ta część przypadła do gustu. Także prezentując swoją opinię, jednocześnie nie chcę zniechęcać do przeczytania „Losing hope”. W ogólnym rozrachunku historia okazała się niezwykle przejmująca i zaskakująca, a to się najbardziej dla mnie liczy.

Moja ocena:
„Hopeless” 9/10
„Losing hope” 7/10
Share:

10 komentarzy:

  1. Czytałam obie ksiązki i muszę przyznać, że Hopeless zmiażdżyło emocjonalnie moją duszę. Kac ksiązkowy mnie wtedy dopadł. Natomiast Losing hope już nie było takie świetne.
    Pozdrawiam wiedźmowo :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam 'Hopeless' dawno temu, ale pamiętam, że książka wywołała u mnie mnóstwo emocji. Bardziej lubię inne powieści Hoover, ale tą również będę dobrze wspominać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po inne książki pani Hoover mam nadzieję sięgnąć :)

      Usuń
  3. Kupiłam kiedyś Hopeless, bo każdy to zachwalał. Przeczytałam i ... nic. Nawet mi się specjalnie nie spodobało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem ;) Mi się początek też nie podobał, później się wkręciłam :)

      Usuń
  4. Moje pierwsze przygody z panią Hoover :) Uwielbiam i do dzisiaj przemiło wspominam, aż mnie natchnęłaś do ponownego przeczytania :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To super :) Mi też się podobało, postaram się sięgnąć po jej inne książki :)

      Usuń
  5. To prawda, "Hopeless" zaczynała sie bardzo nieciekawie ale jak akcja zaczęła się rozkręcać, to momentami siedziałam z rozdziawioną buzią i nie mogłam uwierzyć, w to co Hoover serwuje swoim bohaterom :o
    Co do drugiej części, nie czytałam jej, stwierdziłam, że nie chce mi się marnować czasu na powielanie poniekąd tego samego ;)
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra decyzja, wiele nie straciłaś ;D

      Usuń