21 kwietnia 2017

"Następczyni" i "Korona" - Kiera Cass

UWAGA! Recenzja może zawierać spojlery dla osób, które nie czytały poprzednich części - KLIK

To nie tajemnica, że trylogia „Selekcja” należy do moich ulubionych. Wiadomo, że kiedy pojawiły się kolejne części, miałam ogromną ochotę je przeczytać. Miałam też jednak wobec nich ogromne oczekiwania. Znowu chciałam poczuć ten bajkowy klimat. Czy „Następczyni” i „Korona” okazały się tak dobre, jak ich poprzedniczki?


Akcja książek dzieje się dwadzieścia lat później od wydarzeń ukazanych w trylogii. Narratorką opowieści jest księżniczka Eadlyn, najstarsze dziecko Ameriki i Maxona. Dziewczyna z racji starszeństwa ma prawo zasiąść na tronie Illèi, do czego jest od dzieciństwa przygotowywana. Niestety w kraju zaczyna narastać napięcie związane ze zniesieniem systemu klasowego. Eadlyn jest zmuszona urządzić swoje własne Eliminacje. W dodatku wcale nie ma na to ochoty.

Muszę skupić się na postaci Eadlyn. Z przykrością stwierdzam, że z początku jej nie polubiłam. Zachowywała się jak rozpieszczona dziewczynka, w dodatku z ogromnym ego. Może wpłynęła na to świadomość, że w przyszłości zostanie królową. Jednak rozumiem, że nie chciała zostać zmuszona do małżeństwa i bała się, że nie będzie potrafiła zakochać się w żadnym z kandydatów, tak jak jej rodzice zakochali się w sobie dwadzieścia lat temu. Eadlyn w moim przekonaniu bardzo różniła się od Ameriki. Tak sobie myślę, że to dobrze. Miałam przynajmniej świadomość, że czytam o całkiem innej osobie, która ma inny charakter. Jakby się tak nad tym zastanowić, działa to na plus tych książek. Poza tym Eadlyn z biegiem czasu przechodzi przemianę i już tak nie irytuje czytelnika.

Moim zdaniem pozostałe postacie nie zostały wykreowane zbyt dobrze. Bohaterowie poprzednich części zmienili się, ale może miał na to wpływ ich wiek. W końcu ludzie się trochę zmieniają. Co do kandydatów, to dla mnie była to porażka. Wszyscy zlewali mi się w jedno, nie potrafiłam zapamiętać poszczególnych bohaterów męskich. Jakoś podczas Eliminacji, w których brała udział Amerika, nie miałam z tym problemu. Tutaj dopiero w „Koronie”, kiedy została już mniejsza liczba konkurentów, połapałam się, kto jest kim.

Jak wspomniałam wcześniej, Eadlyn ma dość ciężki charakter. Wpłynęło to niestety na cały romantyzm Eliminacji. Szczególnie w „Następczyni” zabrakło mi scen romantycznych, które by mnie poruszyły. Na szczęście później się to już zmieniło. Pod koniec piątej części już się wkręciłam i kibicowałam miłości Eadlyn. Właśnie z biegiem jej przemiany na lepsze uczucia rozkwitły, a mnie się to w końcu podobało. Poza tym bardzo się cieszę, że autorka mnie zaskoczyła w kwestii wyboru jednego z kandydatów. Spodziewałam się, że księżniczka wybierze kogoś zupełnie innego, a tu taka niespodzianka!

Na pierwszy rzut oka ostatnie części „Selekcji” wydały mi się pisane na siłę. Po przeczytaniu „Następczyni” miałam wrażenie, że jest o wiele gorsza i bardziej nudna niż jej poprzedniczki. Ale teraz, po dłuższej przerwie, doszłam do wniosku, że chciałam, aby klimat tych wszystkich książek był taki sam. A okazało się, że historia Eadlyn ma swój własny klimat. I to chyba dobrze.

Moja ocena:
„Następczyni” 7/10

„Korona” 8/10
Share:

6 komentarzy:

  1. Czytałam trzy pierwsze tomy 'Selekcji' głównie dla Maxona.. bo strasznie go polubiłam. America była wkurzająca, tak jak Aspen, no ale cóż. Co do kolejnych części, na pewno kiedyś się z nimi zapoznam aby dokończyć w końcu ten cykl, ale według mnie napisanie 'Następczyni' i 'Korony' było niepotrzebne :) mimo wszystko chętnie zapoznam się z historią Eadlyn.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi trzy pierwsze tomy ogromnie się podobały :) Jakoś specjalnie nikt mnie nie wkurzał, może troszeczkę właśnie Aspen. I też tak myślę, że kolejne tomy są nie do końca potrzebne. Ale po przeczytaniu i zastanowieniu się nad tym stwierdziłam, że nie było tak źle ;)

      Usuń
  2. Seria niestety nie jest w moim klimacie - ani trochę. Nie potrafiłam się przekonać do książki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tej jeszcze nie czytałam, ale mam ochotę powrócić do całej serii i innych tej autorki :)
    Ps. Już miałam taką sytuację i tu chyba jest tak samo: zmieniłaś adres bloga? Nie wyświetlają mi się Twoje nowe wpisy dopiero jak poszperałam trochę głębiej żeby się do Ciebie dostać, inaczej wyświetla się, że usunęłaś bloga :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zmieniłam, ale gdzieś wyczytałam, że będzie przekierowywać na nowy adres :/ Może coś źle zrozumiałam, bo nie znam się na tym za bardzo... Kurczę, niedobrze, że tak pokazuje. Wszędzie niby zaktualizowałam adres :/

      Usuń