13 maja 2017

"Mechaniczna księżniczka" - Cassandra Clare

Dla osób, które chcą uniknąć spojlerów linki do recenzji poprzednich tomów: 
Mechaniczny Anioł



Niniejsza recenzja powstała nie tyle z obowiązku, co z potrzeby. Już dawno żadna książka tak mną nie wstrząsnęła i nie wywołała tylu emocji. Po przeczytaniu zdecydowanie nie mogłam się jakiś czas pozbierać. Szkoda, że to już ostatni tom.

Nad całą społecznością Nocnych Łowców wisi ogromne niebezpieczeństwo. Atak Mortmaina i jego diabelskich maszyn jest coraz bliższy. Aby zrealizować swój niegodziwy plan, Mistrz potrzebuje jednak Tessy Gray. Tylko ona może mu dać brakujący kawałek układanki, który doprowadzi do przejęcia władzy nad światem. Nasi bohaterowie bezskutecznie próbują odnaleźć Mortmaina i pokrzyżować jego plany. Jednak Mistrz jest na tyle przebiegły, że udaje mu się porwać Tessę i zniknąć bez śladu. Oczywiście najbardziej zrozpaczeni są Jem i Will, oboje zakochani w głównej bohaterce. Rozpoczynają się poszukiwania i wyścig z czasem.

Co tu dużo mówić - autorka trzyma bardzo wysoki poziom. W książce tradycyjnie znajduje się dużo akcji i walki. Wprost nie mogłam się oderwać od lektury, taka byłam ciekawa dalszych losów bohaterów. Jednak przyznam się bez bicia, że było coś, co interesowało mnie bardziej, niż losy świata.

No właśnie, wątek miłosny. Tak cudownie poprowadzony, że na pewno zapamiętam go na długo. Wiem, że wiele osób ma już dość trójkątów miłosnych w literaturze, ten jednak jest w pewien sposób naturalny. Zresztą miłosnych perypetii między trójką bohaterów jest w tej części trochę mniej, ze względu na porwanie Tessy. Jako osoba całkowicie negatywnie nastawiona do trójkątów miłosnych, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że w ogóle mi to nie przeszkadzało w tej serii. Co więcej, naprawdę przeżyłam to wszystko pod kątem emocjonalnym. Widocznie bardzo wrażliwa ze mnie osoba…

Oczywiście najważniejsze i najciekawsze jest zakończenie tej książki, jako zwieńczenie całej trylogii. Nie wiem, jakich słów użyć, żeby to oddać. Zakończenie po prostu wbiło mnie w fotel i zmiażdżyło serce. Płakałam. I to dużo. Najpierw były to łzy radości, a później smutku. Żałuję, że nie mogę nic więcej zdradzić. Może lepiej na tym poprzestać.

Z całą mocą podtrzymuję swoje wcześniejsze zdanie. „Diabelskie Maszyny” są naprawdę o wiele lepsze od „Darów Anioła”. Trylogię polecam wszystkim, którym nie straszny jest potężny kac książkowy. 

Moja ocena:

10/10
Share:

6 komentarzy:

  1. Wow, czyli zadowolona z lektury :) Ja przeczytałam tylko serię Dary Anioła tej autorki, ale bardzo przypadła mi do gustu więc może i ta mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to jak! :D Polecam gorąco, na pewno Ci się spodoba! ;)

      Usuń
  2. Podpisuję się pod wszystkim co napisałaś rękami i nogami. "Mechaniczna księżniczka" również wywołała u mnie tyle emocji, a epilog.. co to było! :'(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie mogłam uwierzyć, że tak to się skończyło ;(

      Usuń
  3. Niestety nie znam tej serii ani autorki. Ksiązka literacko odbiega od mojego gustu więc to zapewne dlatego :)

    OdpowiedzUsuń