16 maja 2017

"Odcień fioletu" i "Odblask czerwieni" - Jeri Smith-Ready

Wyobraźcie sobie, co by było, gdyby ludzie potrafili widzieć duchy. Jedni pewnie uważaliby to za ciekawe i fascynujące przeżycie, innym by się to zwyczajnie nie podobało. Taką właśnie rzeczywistość stworzyła w swoich książkach pani Jeri Smith-Ready. Dzisiaj zapraszam na recenzję Odcienia fioletu i Odblasku czerwieni. A jeżeli nie przepadacie za duchami, włóżcie na siebie coś czerwonego ;)


Książkowy świat w tych powieściach to świat po tak zwanej Przemianie. Chodzi w niej o to, że ci, którzy się po niej urodzili, potrafią widzieć duchy. Obecnie wszyscy Poprzemienni są nastolatkami, wliczając w to naszą główną bohaterkę, Aurę. Aura chodzi z Loganem, członkiem zespołu grającego muzykę rockową, z tego, co udało mi się zauważyć. W swoje urodziny chłopak ma szansę na podpisanie poważnego kontraktu płytowego, później planuje spędzić romantyczny wieczór ze swoją ukochaną. Niestety, nastolatkom nigdy nie udaje się skonsumować związku. W wyniku swojej lekkomyślności Logan schodzi z tego świata. Jednak jego duch postanawia pozostać wśród żywych.

Na moje nieszczęście książki zapowiadały się całkiem interesująco. Pomysł autorki mnie zaciekawił, ale, jak to zwykle bywa, nawaliła jego realizacja. Najbardziej oczywisty i najpoważniejszy aspekt tej książki zostawiłam sobie na przedostatni akapit. Jednak już teraz mogę podsumować w trzech podpunktach, co mi się nie podobało. Po pierwsze, śladowe ilości scen akcji. Może jest ktoś, kto ich nie lubi, ale jak dla mnie w książce powinno się znaleźć parę momentów trzymających w napięciu. Rozumiem też, że pierwsza część zwykle stanowi pewne wprowadzenie. Ale kiedy drugi tom również ciągnie się jak flaki z olejem, to już jest coś bardzo nie halo. 

Po drugie, moim skromnym zdaniem autorka miała pole do popisu, jeżeli chodzi o budowanie napięcia związanego z rozwiązywaniem tajemnic. W końcu o pochodzeniu i rodzicach Aury nie wiemy zbyt wiele - oprócz tego, że dziewczyna została wychowana przez ciotkę, Ginę. I znowu - miałam nadzieję, że w drugim tomie coś w końcu zostanie wyjaśnione, żeby zaspokoić moją ciekawość. Oczywiście nie zostało to zrobione, nie licząc jednego, czy dwóch naprawdę ciekawych rozdziałów, w których Aura poznaje w końcu część prawdy.

Punkt trzeci prowadzi do znienawidzonego przeze mnie trójkąta miłosnego. Ten okazał się wyjątkowo irytującym okazem. Ów trójkąt dotyczy Aury, zmarłego Logana i żywego Zachary’ego - przystojnego Szkota i jednocześnie nowego ucznia w szkole Aury. W każdej książce taki nowy uczeń to smakowity kąsek, więc i tu nie mogło być inaczej. W ogóle w obydwu częściach występuje jak dla mnie za wysokie stężenie scen romantycznych. I wiecznie ten sam dylemat - Logan czy Zachary? Swoją drogą, skoro Aura tak kochała Logana, to dlaczego tak szybko znalazła pocieszenie w ramionach Szkota? Ktoś potrafi to wyjaśnić?

Skoro już doszliśmy do tego poważnego aspektu, to nie zatrzymujemy się i jedziemy dalej. Całkiem niespodziewanie Odcień fioletu poruszył we mnie pewną wrażliwą strunę. Chodzi o stratę bliskiej osoby. Pod tym względem ta książka to niemal wyciskacz łez. Przypominałam sobie swoje własne przeżycia i smuciłam się razem z Aurą. O ile ona naprawdę cierpiała, a nie uganiała się za Zachary’m… To z kolei skłoniło mnie do przemyśleń na temat żałoby. Ile należy ją przeżywać? Jak poradzić sobie z tak ogromną stratą? I w końcu, kiedy można zacząć na nowo korzystać z życia? Jedno jest pewne - każdy przeżywa tę sytuację inaczej. 

Podsumowując, stwierdzam, że książki te nie należały do najlepszych, jakie przeczytałam. Odcień fioletu dostał wysoką ocenę za wzbudzenie we mnie emocji. Jednak przy lekturze Odblasku czerwieni bardziej się wynudziłam, szczególnie na początku. Książka była jakby powtórką swojej poprzedniczki, prawie nic nowego nie wniosła, może tylko więcej trójkąta miłosnego. Myślę, że spodobałoby się to bardziej fanom/fankom romansów.

Moja ocena:
Odcień fioletu 7/10
Odblask czerwieni 5/10
Share:

8 komentarzy:

  1. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Autorka zdecydowanie miała pole do popisu, a jednak zawiodła. Z tą akcją też prawda raz była raz nie, a jak już się pojawiła to miałam wrażenie, że tylko delikatnie o tym wspomniała nic więcej. Co do trójkątów miłosnych- ja lubię, ale gdy nie są zbyt schematyczne. Tutaj niestety była to totalna klapa. Logan jako duch to beznadziejny pomysł a jej uczucia do niego wcale nie były lepsze. Mogłaby się dziewczyna zdecydować...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam właśnie trochę inaczej z tymi trójkątami. Co do zasady nie lubię, ale jeżeli w trakcie lektury taki zabieg mnie do siebie przekona, to zmieniam zdanie ;) W przypadku tych książek nie trzeba już jednak nic dodawać...

      Usuń
  2. O proszę, Fiolet okazuje się dużo lepszy :) Seria chyba jednak nie byłaby mimo wszystko moją ulubioną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że nie. Jest wiele lepszych książek...

      Usuń
  3. Ja czytałam tylko pierwszą część, ale faktycznie po opisie byłam zainteresowana, a jednak książka nie spełniła moich oczekiwań. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie stanowczo odradzam drugą część :/ Według mnie było tylko gorzej.

      Usuń
  4. To chyba lepiej odpuścić, w końcu jest tyle lepszych książek.. szkoda marnować czas, na coś przeciętnego :) myślę, że miałabym podobne zdanie do Twojego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, też żałuję, że zmarnowałam czas...

      Usuń