18 maja 2017

Live to Ride, Ride to Live

Hej! Dawno nie pisałam nic związanego z moimi innymi zainteresowaniami oprócz tych, które można podziwiać (lub nie) na blogu. Pomysł na ten post powstał przy okazji wpisu Zdjęcia motocyklowe. Jako pierwsze właśnie musiały się znaleźć tutaj ujęcia motocykli. Zajmują one szczególne miejsce w moim sercu :)


Może przede wszystkim powinnam opowiedzieć jak to się wszystko zaczęło i dlaczego w kręgu moich zainteresowań znalazły się motocykle. Otóż pierwszy motocykl, jaki w życiu widziałam z bliska należał do mojego dziadka. On sam już nie mógł jeździć, więc maszyna stała w garażu i się kurzyła. Pamiętam, że ledwo sięgałam wtedy do baku, ale za każdym razem, kiedy byłam u dziadka, szłam do garażu i patrzyłam na to cudo. Bo z niewyjaśnionych dotąd przyczyn ten stary motocykl budził we mnie fascynację. Można byłoby się spodziewać, że po przekroczeniu odpowiedniej granicy wieku, dostałam ten motocykl. Ale ta historyjka nie kończy się happy endem. Tę MZ-tkę 150 odziedziczyli moi kuzyni, którzy mieszkali z dziadkiem. 


Patrząc na to wszystko z perspektywy czasu, od zawsze pociągała mnie motoryzacja. Kiedy byłam dzieckiem, dużo podróżowaliśmy (o tym może też zrobię osobny wpis?). Mój tato jest zawodowym kierowcą i za młodu też jeździł motocyklem. Właściwie kiedy miałam 8-9 lat nauczyłam się zmieniać biegi i prowadzić kosiarkę-traktorek. To był mój pierwszy pojazd :D Jednak wtedy przez myśl mi nie przeszło, że będę jeździć jednośladem.

Pierwszy skuter dostałam w wieku 12 lat. W ogóle nie spodziewałam się, że otrzymam taki prezent. Moją niespodzianką okazał się czerwony Peugeot SV 50 w kształcie bardzo retro, jak dla takiego małolata ;) Ale cieszyłam się ogromnie. W tamtych czasach skutery i motocykle nie były jeszcze takie modne. Natomiast z uśmiechem wspominam, jak uczyłam się jeździć. Z początku nie mogłam wyczuć gazu i zryłam nogami całe podwórko, zanim powoli opanowałam manetkę :D Kiedy wszystko było już w porządku, z niecierpliwością czekałam na wyrobienie karty motorowerowej. Po jej uzyskaniu zaczęła się jazda ulicą i inne przygody. Na czerwonym miałam dwa poważne wypadki i to oba na polnej drodze. Raz poleciał na bok i przygniótł mi kolano, a za drugim razem zrobiłam całkiem niezłe salto w przód. Szkoda, że nie było wtedy smartfonów, bo ta cała sytuacja pewnie zostałaby uwieczniona. W każdym razie do tej pory mam lekko skrzywioną miednicę i parę blizn na nogach, ale w żadnym wypadku nie mogłabym przez to porzucić swojej pasji.


Prawdziwa obsesja na punkcie motocykli zaczęła się w gimnazjum. W tym czasie zmieniłam starą SV-kę na Peugeota Speedfighta II, który wyglądał super jak na tamte czasy. W dodatku wraz z fascynacją muzyką rockową przyszła kolej na choppera. Od tamtej pory choppery to miłość mojego życia. Nigdy nie miałam motocykla innego typu. W każdym razie dostałam Hondę Rebel 125 i niedługo później, w wielu 16 lat, zrobiłam prawo jazdy kategorii A1. To było już coś. Ale jednak jazda „poważniejszym” motocyklem nadal była moim największym marzeniem. A tak w ogóle od tej Rebelki pochodzi mój nick. Już zawsze będzie dla mnie szczególnym motocyklem, bo tym pierwszym :)

Później przyszedł czas na Hondę Shadow 125. Było to coś lepszego od Hondy Rebel, ponieważ miało cylindry w układzie „V” (Rebel miała rzędowe), a poza tym miało większą moc i było chłodzone cieczą. Shadow’em pojeździłam sobie trochę dłużej, aż do moich wymarzonych 22 urodzin. Kiedyś była to granica wieku wymagana do prawa jazdy kategorii A. Urodziny obchodzę w styczniu i mniej więcej w tym czasie motocykl poszedł do kupca. Ale czekała mnie kolejna niespodzianka, tym razem gorzka do przełknięcia. Granicę wieku na prawo jazdy przesunęli do 24 lat. I tak na prawie dwa lata zostałam bez żadnego jednośladu. 


Jakiś czas przed rozpoczęciem kursu mogłam sobie pozwolić na zakup motocykla. Ze względu na niską cenę wybór padł na Yamahę Virago 125. Nie wspominam dobrze tego motocykla, ale przynajmniej dzięki niemu znowu się rozjeździłam. W zeszłym roku zdałam w końcu to moje upragnione prawo jazdy i jestem szczęśliwą posiadaczką Suzuki Intrudera 800. Teraz to już jest całkiem inna jazda. W ogóle jazda motocyklem jest dla mnie niesamowitym przeżyciem za każdym razem :) Zanim jeszcze wsiądę na motocykl, już odczuwam przypływ adrenaliny i wszechogarniające szczęście. To uczucie jest cudowne!


Tak wygląda moja historia. Jeśli ktoś przeczytał całość, to szacun. Przepraszam za taki nudny post i obiecuję, że podobne będą dodawane rzadko :) Chciałam zrobić pewne wprowadzenie, na wypadek, gdybym mogła wrzucić kiedyś jakąś fotorelację ze zlotu motocyklowego :) A najbardziej ze wszystkiego, chciałabym móc napisać, że jutro jadę po Harleya. Ale niestety muszę sobie na niego zapracować i to ciężko. Jak już przejadę się Harleyem, to spokojnie mogę umrzeć :D 
Share:

5 komentarzy:

  1. Podziwiam taką pasję :) Zazwyczaj z góry to dziwne gdy dziewczyna interesuje się takim rzeczami, a nie rozumiem dlaczego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. KIedyś to było bardzo dziwne, ale teraz już coraz więcej kobiet jeździ ;) Też nie rozumiem czemu tu się dziwić. W końcu potrafimy dobrze prowadzić wszelkie pojazdy ;)

      Usuń
  2. Dobrze mieć jakaś pasję. :) Kiedyś jechałam na tych typowych ścigaczach i powiem sama, że adrenalina jest i naprawdę fajne uczucie! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem pod wrażeniem. Chyba bałabym się jazdy na motocyklu, wydaje mi się przerażająca. Autem jeszcze w porządku, bo lubię nim jeździć.. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. przeczytałam całość :D ale to dlatego, że również wychowałam się w otoczeniu motocykli, ale nie jeżdżę tak jak ty :D moim ulubionym jednośladem jest rower a motocykle... może kiedyś, chociaż zgodnie z prawem jestem właścicielką pewnej 30letniej Hondy :D piąteczka i pozdrawiam :D

    OdpowiedzUsuń